O.. wrzesień się zrobił.. Dawno nie pisałam, bo tego wpisu z tortem nie liczę. Próżność moja kazała się pochwalić całodzienną ręczną robotą :)
Sierpień minął prawie nie postrzeżenie. Może dlatego, że było troszkę roboty? W każdym razie się nie nudziliśmy.
Przeprowadziliśmy się do nowego, większego i nieco tańszego mieszkania, aczkolwiek to ostatnie wyjdzie przy opłacie za media. W każdym razie jest 100 razy wygodniej i przestronniej. Jasiński ma własny pokoik i jest tym faktem zadowolony i w sumie nie wzruszony. Śpi sam prawie nie wybudzając się w nocy, co mnie akurat bardzo cieszy, bo wreszcie po ponad roku, mogę się wysypiać. Względnie, bo względnie, ale teraz to mogę mieć pretensje tylko do samej siebie, bo przecież mogę się kłaść wcześniej. Choć z drugiej strony jak tu się kłaść wcześniej jak wyszła nowa książka Grocholi i mogę ze spokojnym sumieniem w ciszy i spokoju się nią podelektować? No dobra, przyznam się: połknęłam, nie delektowałam się :)
Sierpień, a zwłaszcza końcówka to pierwsze urodziny Jasia. Nie obyło się bez wielkich nerwów, bo zawsze jak mi na czymś zależy do się strasznie denerwuję, ale opłacało się, bo Jasiński aż piszczał z radości. To chyba największa nagroda dla mamy.
Byliśmy też u Gajków w stolicy. Pociągiem. Sam wyjazd był sympatyczny i leniwy. Za gościnę raz jeszcze dziękujemy.
Podróż przebiegła bezproblemowo, może prócz awarii semaforów i półgodzinnemu opóźnieniu, ale wynagrodziła nam to przesympatyczna załoga pociągu, z panem kierownikiem na czele, który dał się nawet pobawić Jasiowi bileterką.
I to chyba wszystko. Jestem dość zmęczona psychicznie całym życiem, wiec dużo pisać nie będę. Jak podładuję baterie pewnie wrócę w pełnej krasie. Tak sobie myślę, ze niektóre swoje przemyślenia chyba zacznę nagrywać na dyktafon, bo było by tu o czym napisać, gdyby nie uciekały tak szybko. :/

