Fiolka, Yoozeq i Jasiński, czyli słów parę o…

  • O blogu

    Kiedy trzy lata temu zakładałam swojego pierwszego bloga, miało to być miejsce,w którym zabiję nudę. Z biegiem czasu stało się miejscem,w którym umieszczałam swoje przemyślenia, opisy subiektywnych odczuć.

    Teraz blog jest miejscem,w którym opisuję, a raczej streszczam i relacjonuję swoje życie. Od niedawna mam wrażenie, że zmierzam w stronę bloga o dzieciach.

    Bohaterami moich notek są ludzie mi najbliżsi: rodzina,przyjaciele i znajomi. Pierwszoplanową rolę garmy my, czyli ja, Karol i nasz prawie roczny syn, Jaś - stąd tytuł bloga.

W domu.

Opublikował/a fiolka w dniu 13 maj 2009

Wreszcie jesteśmy w domu. Wreszcie to znaczy od zeszłego czwartku wieczór. Tą notkę piszę zasadniczo od piątku, ale tak jakoś mi z nią nie po drodze.

Nie było nas niemalże 2 miesiące, bo wyjechaliśmy 20 marca i tak jakoś się okoliczności splotły, że wróciliśmy dopiero teraz. Dużo tego było.

Najpierw Jaś był chory i dostawał zastrzyki, potem ja, a później to został tydzień do świąt i nie opłacało się jechać. Po świętach szykowaliśmy się do Chrztu i chrzcin. W międzyczasie kolokwia, zaliczenia i zajęcia. A propos sesja nadciąga – egzamin 18 czerwca bodajże (wyczytaliście w tym miejscu wielki entuzjazm, prawda?).

W skrócie: dawno się tak nie nadenerwowałam, nie wytęskniłam i nie odpoczęłam jak przez te dwa miesiące, bo posiadanie dużej rodziny pod ręką oraz brak męża gwarantuje wszystkie trzy rzeczy.

Dwa miesiące nieobecności w domu równa się wielkie zaległości, głownie jeśli chodzi o porządki. Wiadomo, jak chłop sam zostaje to zawsze się znajdą ważniejsze rzeczy do roboty niż zmywanie podłóg, czy mycie okien. Ale cii.. ów chłop prawie skończył pracę dyplomową – właśnie umawia się na obronę, mam nadzieję. Także roboty mam troszkę, ale zebrać się do niej nie mogę ni jak. Wczoraj mi małżonek złożył nowe biurko, więc może jak zagospodarujemy nowy mebel to się za okna wezmę.

Chrzest i chrzciny się udały. Jaś w kościele był grzeczny, nawet na koniec usnął. Raczej się śmiał niż płakał, a polanie głowy wodą nie zrobiło na nim większego wrażenia. Przyjęcie, a raczej obiad tez się udał mimo tego, że miał wyglądać zupełnie inaczej niż to miało miejsce.
Jeszcze w piątek, jak zabierałam się za tą notkę chciałam zrobić pewnemu lokalowi w Tomaszowie czarny pi ar, ale szkoda sobie psuć humoru skoro ostatecznie mam dobry, prawda? W każdym bądź razie właścicielka nie ma klasy i lubi Andrzeja L. oraz jego partię.

Jaś rozwija się świetnie. Siada, staje, ba próbuje nawet stać bez trzymania się czegokolwiek, chodzi przy meblach i trzymany za łapki- czy pod boczki oraz biega – bo inaczej tego nazwać nie można – w chodaku. Gdyby nie piekielna alergia wszystko byłoby cudownie, ale wiadomo “życie nie je bajka”.

W tym miejscu pragnę pozdrowić Gajków,którym kiedyś odpiszę na tego maila, naprawdę.

Dodaj komentarz

XHTML: Możesz skorzystać z tych etykiet: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>