Marudnik połikendowy

10 luty 2009

Jakiś dziwny okres złapałam. Czuję i zachowuję się jakbym miała non stop PMS: wkurzam się szybko, krzyczę i kłócę się z Karolem, do wszystkiego się czepiam i nie mam cierpliwości do Jasia.

Do tego ten ‘czarny weekend’: najpierw to prasowanie, które skończyło się porażeniem i poparzeniem małżonka, potem wypadek Jasia i wizyta na ostrym dyżurze pediatrycznym. W życiu się tak o nikogo nie bałam. A ból brzucha i plamienia mnie dobijają, jak sobie pomyślę, że lada dzień dostanę bóli owulacyjnych to się wzdrygam.. czas iść do ginekologa. Ta.. kolejny wolny termin w, nomen omen prywatnej przychodni, to 26 marca – trzeba będzie iść prywatnie.

I jeszcze mi powiedzieli, że alergolodzy nie przyjmują dzieci do lat trzech i z łaski na uciechę chyba wepchnęli.

A za niecałe dwa tygodnie wracam na uczelnie. Masakra. Tym bardziej, że niewiele pamiętam, zresztą ja nie chce do anionów i kationów…

Jasiem się martwię, bo jakoś ostatnio zasiniały mu oczy, podkówki miał od początku, ale uznałam to za spadek po mnie… A jak sobie poczytałam tu i ówdzie to się boję, ze to jakieś pasożyty będą. Szczególnie, że ma kilka objawów.

Te moje dolegliwości też nie są fajne. Co się znowu z hormonami kiełbasi…

I marzy mi się nowy wystój bloga. Oraz wygrana w totka, żeby na mieszkanie było, bo jak na razie nasza zdolność kredytowa nie osiągnęła nawet 60 tys. zł. Dobijające.

Do tego trzeba kupić mikser i nowe żelazko. Ubrać się troszkę, bo nie wiem co na tyłek włożę na tą uszczelnie i przydał by mi się fryzjer, bo dwa tygodnie mówiąc szczerze spierdzielono mi grzywkę za 40 zł (więcej nie oddam się w ręce tej fryzjerki i cierpliwie poczekam na moją Agę, tudzież Gosię, która też dobrze strzyże).

To by było chyba na tyle.

Olu mail doszedł? Jak mi się jeszcze coś przypomni, to będę spisywać na karteczce i wyślę albo mailem bezpośrednio do Cię, albo Mateuszowi przez gada – w zależności od ilości. I idźcie do szkoły rodzenia – im wcześniej tym lepiej. Tylko takie gUpki, jak my, czekają tak długo.

A teraz coś niezbyt smacznego.

Wiecie, jak kiedykolwiek usłyszę od jakiejś starszej osoby, czy to w autobusie, czy na ulicy, że młodzież jest niewychowana to chyba wejdę z nią w dyskusję. Raz, że wychowanie młodzieży zależy od starszych pokoleń, a dwa patrząc na to co się dzieje za moim oknem i na tym osiedlu stwierdzam, że staruszkowie, to są dużo gorsi od dzieciaków.
Otóż: za oknem mam parking, a między blokiem i parkingiem – trawnik. Na ten kawałek zieleni rzucane są z wysokości kawałki chleba i bułek, najczęściej mokrych, a jakieś 2/3 zostaje na oknach lokatorów. No i jest to szalet dla piesków, co mnie nie dziwi w sumie, ale to, że ludzie (dorośli w różnym wieku, najczęściej starsi, tak ok 70-80 lat) załatwiają tu swoje potrzeby fizjologiczne (oba rodzaje) napawa mnie obrzydzeniem. Szczególnie, że nie ma dnia, żebym zmywając nie widziała jakiegoś pana czy pani w trakcie defekacji czy mikcji. Ble.

Entry Filed under: prozaicznie. Tagi: .

5 Comments Add your own

  • 1. Artdico  |  11 luty 2009 at 14:44

    Po pierwsze serdecznie gratuluję, że niekłócenia się ze sobą nie uczyniliście dogmatem i wreszcie postanowiliście się czasem pokłócić. Słyszałem kiedyś, że małżeństwo bez kłótni to jak martwe małżeństwo – i dlatego zawsze byłem dumny z tego, że my z Olą potrafimy się pokłócić, a potem pogodzić na nowo :). Gratuluję Wam tego samego.

    Sądzimy z Olą, po drugie, że Twoje dolegliwości mogą być właśnie przyczyną powrotu do normalności, choć jasne jest, że nie wiemy na sto procent – to wszystko ciągle przed nami :). Idź do ginekologa, ale nie martw się aż tak bardzo.

    Po trzecie podobno wiele dzieci ma pasożyty. Ola też miała. Da się leczyć.

    Po czwarte – mamy nadzieję, że z Jasiem jednak jak najlepiej. Dzieci podobno miewają wypadki. Oj, już się boję, co będzie z naszym… Brrr…

    Po piąte – Gdyby tak na WordPressie dało się zmieniać wystrój bloga tak jak na MyLogu, to w ogóle byłby serwis idealny :P.

    Po szóste – Ola jeszcze maila nie odebrała. Ale zaraz się chyba za to zabieramy :).

    Po siódme zaś, co się tyczy starszych państwa, to obawiam się, że będziemy mieli podobnie w ich wieku, niestety. Bo to nie jest tak, że im się nie chce wytrzymać. Sądzę raczej, że jest jak z dziećmi – że nie mogą. Nie dojadą na to 12 piętro czy które tam. Zwłaszcza, jeśli akurat są niezbyt daleko od domu. Zresztą byłem sobie na Taize z kolegą w swojej wczesnej dwudziestce, który zjadł coś niezdrowego i w drodze na spotkanie, wraz ze swoją dziewczyną wysiedli z pociągu, bo jasne było dla niego, że nigdzie dalej nie dojedzie. Też znaleźli kawałek trawnika pod blokiem…

    Kiedy byłem z Qrczakami na pielgrzymce, mieliśmy postój w lasku i wleźliśmy w miarę głęboko, żeby się rozłożyć. Raz na jakiś czas w zasięgu wzroku pojawiała się starsza pani pielgrzymowiczka, w celu załatwienia potrzeby. Dziewczyny wpadały we wściekłość niemal, że dlaczego tak publicznie, że czemu przy wszystkich. Wybuchłem w drugą stronę – bo nikt nam na naszą polankę nie nasikał, a wystarczyło NIE PATRZEC w tamtą stronę. Wiem, że to nie to samo, co “śmierdzielenie” pod oknami, ale chodzi mi tylko o drobinkę zrozumienia. I zastanowienia się, co powiedzą ludzie, kiedy MNIE coś takiego kiedyś przypadkiem spotka…

  • 2. fiolka  |  11 luty 2009 at 16:14

    Powrót do normalności to ja miałam na przełomie października i listopada, jakiś miesiąc po tym jak Jaś odmówił jedzenia z cycka , z moich obserwacji wynika, że jajeczkuję od grudnia. Zresztą do tej pory było w miarę ok, a teraz to jakiś dramat się zaczął ogólnie. Modlę się, żeby mnie do szpitala nie wsadzili tylko, bo tabsy przełknę: zło konieczne, Mam nadzieję, że skończy się tylko na Luteine 50.

    Pielgrzymka + las to co innego niż środek miasta? (ostatnio coś, masz mało trafne porównania)

  • 3. Artdico  |  11 luty 2009 at 16:37

    Porównałem reakcje, raczej niż sytuacje. Nie zgadzam się co do Twojej oceny porównań. Rozumiem, że pani starsza na pielgrzymce ma prawo się przy ludziach załatwiać, a pani starsza, którą dopadnie w środku miasta, ma obowiązek robić w gacie (potem ew. śmierdzieć w autobusie, etc. etc.). Oczywiście dotyczy też pań/panów młodszych, których dopadnie w środku miasta…

  • 4. terazona  |  12 luty 2009 at 9:14

    Po pierwsze to chciałam się pochwalić, że wróciłam:) adres ten sam. A po drugie to już kiedyś Ci to pisałam, że każdy z nas ma takie dni, że wszystko jest inaczej, że każdy nas denerwuje. Wizyta u lekarza na pewno jest konieczna, bo lepiej się upewnić, że to np. stres a nie coś poważniejszego. Kłótnie są bardzo potrzebne i wiem o tym, mimo tego, że mężatką nie jestem (jeszcze). A nawet tak cudowne dzieciątko jak Jaś czasem też ma gorszy dzień i może denerwować:) Wg mnie recepta jest prosta- należy Ci się chwila tylko dla siebie… Bez Jasia, Karola i problemów. Takie wyłączenie na chwilę. Wiem.. Nie będzie łatwo.. Ale chociaż spróbuj… Pół godziny tylko dla siebie – na spacerze albo… we wannie:) Powinno choć troszkę pomóc:)

  • 5. fiolka  |  13 luty 2009 at 21:54

    Zostawmy pana/ panią. Przyjmijmy, ze takie rzeczy mi nie współgrają z
    wielkim miastem, z lasem już bardziej.

    Aga, dobrze, że jesteś :)
    Czy to stres? Hmmm.. nie wiem, raczej wątpię, bo sytuacji stresowych w moim życiu jak na lekarstwo, a takie złe samopoczucie dłuższy czas obserwuję… A chwilę dla siebie mam codziennie, jak Jaś już zasypia zatapiam się w lekturze lub szydełkuję (możecie się śmiać :P). Niestety na wannę liczyć nie mogę, chyba że Jasiową…

Leave a Comment

Required

Required, hidden

Some HTML allowed:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Trackback this post  |  Subscribe to the comments via RSS Feed


Kalendarz

luty 2009
P W Ś C P S N
« sty   mar »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
232425262728  

Najnowsze komentarze

Najnowsze wpisy

Statystyki



statystyka statystyka statystyki

Meta