Fiolka, Yoozeq i Jasiński, czyli słów parę o…

  • O blogu

    Kiedy trzy lata temu zakładałam swojego pierwszego bloga, miało to być miejsce,w którym zabiję nudę. Z biegiem czasu stało się miejscem,w którym umieszczałam swoje przemyślenia, opisy subiektywnych odczuć.

    Teraz blog jest miejscem,w którym opisuję, a raczej streszczam i relacjonuję swoje życie. Od niedawna mam wrażenie, że zmierzam w stronę bloga o dzieciach.

    Bohaterami moich notek są ludzie mi najbliżsi: rodzina,przyjaciele i znajomi. Pierwszoplanową rolę garmy my, czyli ja, Karol i nasz prawie roczny syn, Jaś - stąd tytuł bloga.

Kontrowersyjne słoiczki.

Opublikował/a fiolka w dniu 15 styczeń 2009

Przeglądając e-dziecko natknęłam się na artykuł “Co trzeba wiedzieć o jedzeniu w słoiczkach”. Publikacja według mnie ewidentnie sponsorowana, ale rzeczowa jeśli chodzi o zagadnienie przygotowywania i przechowywania. Cała “zabawa” zaczyna się w wątku dotyczącym artykułu na forum gazeta.pl.
Sama jestem od kilku dobrych miesięcy mamą butelkową, czego przeogromnie żałuję i ze względu na zdrowie Jasia, i ze względów egoistyczno-materialnych.
Powiedzmy sobie szczerze, karmienie piersią nie kosztuje nic, przynajmniej jeśli o pieniądze chodzi i zawsze ma się mleko przy sobie (jeśli oczywiście ma się mleczarnię – czyt. mamę ze sobą). Drugą stroną medalu są wyrzeczenia mamy. Nie powiem, ciężkie to było ogromnie. Szczególnie jeśli o wyżywienie chodzi, bo przez pierwsze 3 tygodnie ostra dieta, a potem (przynajmniej w naszym wypadku, gdzie prawdopodobieństwo alergii wynosiło jakieś 70-80%) dieta eliminacyjna. Do tego, przynajmniej z tego co słyszałam, są dzieci, które przylepiają się do cyca i “wiszą” na nim 24h na dobę. Jaś dawał żyć, ale jadł do 2,5 godziny z zegarkiem w ręku, również w nocy. Czasem miał gorsze dni. Niestety dzięki personelowi szpitala, mojemu cc i braku umiejętności z mojej strony nabawił się zaburzeń ssania (głównie od butelki i smoczka-uspokajacza) i zaczął nie dojadać, co objawiało się rykiem po opróżnieniu obu piersi i kończyło się butelką.
Strasznie mi tego wszystkiego szkoda, bo karmienie piersią jest niesamowitym przeżyciem. To ogrom bliskości i miłości. Niezapomniane doświadczenie budujące niewidzialną więź między matką i dzieckiem. Jak rozstawaliśmy się z piersią to dużo płakałam właśnie ze względu na tę bliskość.
Teraz jesteśmy na butli. W fakcie tym pociesza mnie tylko to, że pewnie i tak by się na tym skończyło ze względu na paskudną alergię i azs. Jaś nie pije zwykłego mleka modyfikowanego, a preparat mleko zastępczy (generalnie to nawet nie tyle ten preparat co mieszankę preparatu z mlekiem modyfikowanym, bo inaczej się buntuje i jeść nie chce).
Od początku roku Jaś ma rozszerzaną sukcesywnie dietę, a w zasadzie to nawet od początku grudnia, kiedy to zaczęłam dodawać mu do mleczka kaszkę kukurydzianą, ale od 2 stycznia je właśnie słoiczki. Jest to głownie marchewka i dodatki (ziemniaki i pietruszka), próbowałam tez z dynią, ale najwyraźniej nie zasmakowała, bo już pierwsza łyżeczka została wypluta.
Dlaczego słoiki? Raz, że wygodniejsze, dwa – szybsze, a trzy – mimo wszystko zdrowsze niż marchewka z bazaru, którą sama się niedawno przytrułam. Tak, duszoną marchewką właśnie!
Przeczytałam sobie dziś w/w watek na forum i dziwnie mi się zrobiło. I to bardzo.
Nie, nie zastanawiam się, czy jestem dobrą matką, bo uważam, że robię co mogę, aby mojemu dziecku żyło się dobrze, żeby był szczęśliwy i dobrze się rozwijał. Wiem też, że jakby któraś mamuśka napisała mi na takim forum, że jestem taka, śmaka i owaka, bo daję dziecku jedzenie ze słoika, też bym się święcie oburzyła.
Zresztą mi tak naprawdę nie chodzi o te słoiczki, tylko o to jak te kobiety się do siebie zwracają. Niby nie padają wulgaryzmy i wyzwiska, ale ogólny wydźwięk ich wypowiedzi jest in minus. Oceniają siebie i to jakimi ludźmi i matkami są przez pryzmat gotowego pożywienia dla niemowląt, gorzej ponoć jest tylko na forach mamy butelkowe/ mamy karmiące piersią, bo tam trwa ciągła nagonka jednych na drugie. Podobno (nie mogę znaleźć).
Zresztą wyżywienie to nic. Jak sobie pobuszujecie to zauważycie, że forum jest pełne mam (i tatusiów) przechwalających czego to i dziecko nie ma: “wózek mamy z Chicco za 3,5 tys złotych, kosz na zużyte pampersy z Tommee Tippee za 100 zł, a butelki to tylko Philipsa za 17 zł i więcej”. A moje dziecko ma wózek polskiego producenta za sumę pięciokrotnie mniejszą i czuje się szczęśliwe. Już nawet nie chodzi o to, co ile kosztuje, bo to tylko pieniądze i podejrzewam, że jakby było nas stać to Jaś też by miał taką limuzynę. O to chodzi, że dzieci nie mające takich rzeczy są po prostu (według forumowiczek-snobek) zaniedbane, a mamy i ojcowie, którzy nie mogą/nie chcą im tego dać – wyrodni.
A ja się tylko cicho zastanawiam, kiedy skończy się takie myślenie wśród naszego społeczeństwa. I kiedy ludzie zrozumieją, że w internecie nie jest się do końca anonimowym i nie powinno się wypisywać, co na palce się samo nasunie, a zastanowić się co się pisze i jak to wpłynie na innych.

PS.
Od tygodnia na górze jest anielska cisza, nie licząc kroków, odgłosów kąpieli itp. Sąsiad przestraszył się administracji (a raczej mojej groźby o zwróceniu się o pomoc do w/w ) i skorzystał z mojej rady użycia słuchawek. Czuję się wielka.

Odpowiedzi: 10 do “Kontrowersyjne słoiczki.”

  1. Lolinka powiedział/a

    ja się co prawda na słoiczkach nie wyznaję ani trochę, więc się nie będę wypowiadać na temat ich niższości bądź wyższości póki co. natomiast jak tak sobie czytałam ten fragment doedytowany o wózkach za 3,5 tysiąca, to mi się przykojarzyło kilka rzeczy. po pierwsze jedne moje zajęcia, na których wizytowaliśmy w grupach różne ośrodki opiekuńczo – wychowawcze. jedna z takich grup odwiedziła najbogatszy dom dziecka w Warszawie – taki co to miał masę sponsorów, dzieci nosiły markowe ciuchy, miały laptopy, ipody i inne zagraniczne nazwy, w ogóle cud miód i orzeszki. nasze zadanie w całości polegało na przeprowadzeniu rozmowy z wychowawcami oraz jakichś obserwacji, żeby się dowiedzieć jak to wszystko funkcjonuje itp. ogólnie chodzi mi o to, że dzieci, które miały wszystko czego dusza zapragnie nie miały tylko jednego – zainteresowania wychowawców. ośrodek opiekuńczo – wychowawczy ograniczył się do zapewnienia dzieciom przeżycia – nakarmić, ubrać, położyć spać. i oczywiście nie należy z tego wyciągać wniosków, że pieniążki=brak miłości, ale jakoś podejrzanie często rodzice wpychają dziecku gadżety za jakieś astronomiczne sumy, ferie w Tunezji, tonę zajęć pozalekcyjnych, a w przypadku maluchów wszystkie bajki na dvd jakie sobie dziecko zażyczy, tylko dlatego, że nie bardzo im się chce tym dzieckiem zajmować.
    drugie natomiast co mi przyszło do głowy to program na tvn style, tytułu nie podaję coby reklamy nie robić, taki właśnie o małych dzieciach, według którego [takie subiektywne wrażenie odniosłam po obejrzeniu kilku odcinków] jak nie będziesz miała tego wózeczka za 3,5 tysiąca i pojemnika na zużyte pieluchy i jeszcze tylko markowych kaftaników to twoje dziecko niechybnie umrze albo wyrośnie na przestępcę, albo co najgorsze zostanie niedorozwiniętym, ubogim umysłowo marginesem społecznym, który nie skończy SGH i nie znajdzie pracy w wielkiej firmie, nie będzie zarabiał 20 tysięcy miesięcznie i po prostu zostanie takim szarym, nienowoczesnym nikim. o ile tego dożyje.
    przykre. i pomyśleć, że jak ja byłam mała to donaszałam ciuszki po starszym braciszku, chodziłam w szarych rajstopkach i szelkach ze smerfami, a wózeczek to miałam taki paskudny, że o matko.

  2. Artdico powiedział/a

    I zobacz, Lolinko, co z Ciebie wyrosło… :P

  3. xinka powiedział/a

    Na pewno jesteś dobrą mamą i dbasz o synka najlepiej jak umiesz. Pominę kwestę kupowania drogich rzeczy dla dziecka, bo to sensu nie ma. Wiadomo, że wózek, łóżeczko,ubranka itp. muszą być. Ale takie zwyczajne, normalne wystarczą. Co do słoiczkowych dań…nie mam pojęcia co w nich jest, ani w jaki sposób jest to przygotowywane. Wiem tylko, że nie tak dawno była dość głośna sprawa ze znalezieniem kawałków szkła w jednym z takich obiadków. Zdaję sobie sprawę, że jest styczeń, nie ma zbyt dużego dostępu do świeżych i zdrowych warzyw(zwłaszcza w mieście), ale może gdzieś ktoś z znajomych ma ogródek i mógłby zafundować Jasiowi trochę marchewki. Pozdrawiam.

  4. fiolka powiedział/a

    @Xinka: Latem jak pojadę do mamy to pewnie Jaś będzie wcinał babcine marchewki, jabłka, gruszki, porzeczki, winogrona (dziadkowe), gołąbki (a raczej mięsko z nich – też dziadkowe) o ile mama się poświęci i założy na nowo ogródek, bo kilka lat temu doszła do wniosku, że to się zwyczajnie nie opłaca. I jest coraz mniej osób, które takie ogródki posiadają, zresztą niestety trzeba to nawozić i opryskiwać, bo mamy takie a nie inne zanieczyszczenia w powietrzu.
    @Olu: Ja uważam, że to, kim zostanie mój syn tkwi w nim samym, a nie w tym czym się bawi, w co go ubieram i czy chodzi do przedszkola prywatnego i sponsorowanego, a najważniejsza w tym wszystkim jest miłość i czas jaki mu poświęcamy. Zresztą to się potwierdza. ostatnio w przychodni miałam przyjemność spotkać mamę dziewczynki młodszej od Jaśka o 2 dni, była z mamą. Pani zadbana, wypacykowana, tipsy, makijaż, włosy piękne i lśniące, zero śladów zmęczenia. Zobaczyłam i pomyślałam, że też tak chce, bo generalni to nie mam czasu żeby o siebie zadbać,a jak mam czas to siły nie mam, a by się przydało (fitness czy inna aktywność fizyczna mi się marzy ogromnie). Pani była z mamą i ciągle na coś narzekała, a to, że mała jeść nie chce, w nocy nie śpi, zupek nie przyjmuje itd. Babcia dziecka nie ździerżyła i pokłóciła się z matką w przychodni, i co się okazało? Że generalnie to Małą wychowuje babcia, a matka to albo u kosmetyczki, albo u fryzjera, albo w salonie masażu siedzi i korzysta z wolnego od pracy. Nie muszę dodawać, że dziecko było w ciuszkach z Tup Tupa (poznałam bo Jaś dostał w prezencie 4 egzemplarze) i miało bajerancki fotelik samochodowy Chicco (niczym się nie różniący od tego, który ma Jaś, oprócz ceny ofc.). Z ciekawostek dziewczynka nie siada, jest dużo mniejsza od Jasia i bardziej wątła – ale to mnie akurat ni jak nie dziwi, bo każde dziecko inne i inaczej się rozwija.
    Ja też nie twierdzę, że pieniądze= brak miłości, ale niestety coraz częściej bywa, że pieniądze= brak czasu dla dziecka :/ Smutne to.
    Odeprę różne komentarze: tak jestem troszkę zazdrosna o to, że inne dzieci mają takie drogie rzeczy, a Jaś nie. Mogę chyba? W końcu chciałabym mu dać wszystko, co najlepsze.

  5. Artdico powiedział/a

    To ja przyprę jakiegoś komentarza. Ze względu na Twoje odparcie różnych komentarzy, których mogłoby nie być, a teraz właśnie będą :).

    Otóż wydaje mi się, że posiadasz w sobie pewien konflikt interesów. Z jednej strony piszesz, że coraz częściej pieniądze to brak czasu dla dzieci, opisując przy tym nie panią, która ciężko zarabia te pieniądze, lecz ciężko je trwoni, a z drugiej zaznaczasz, że chciałabyś dać Jasiowi wszystko, co najlepsze, jesteś więc zazdrosna o drogie rzeczy. Pominę to, że przecież sama stwierdziłaś, iż jakością się nie różnią w żaden sposób od tych tańszych, więc w gruncie rzeczy tańsze wciąż są najlepsze.

    Czy jesteś przekonana, że Ty akurat, mając więcej pieniędzy, miałabyś dla Jasia więcej czasu? Myślę, że może lepiej tego nie sprawdzać (choć sam chciałbym być straszliwie bogaty i tego samego życzę Wam :). Podobno najwięcej miłości jest w wielodzietnych rodzinach, które ledwo wiążą koniec z końcem. I są wyśmiewane przez ultrabogate otoczenie…

  6. fiolka powiedział/a

    Widzisz Mateuszu, każdy chciałby więcej niż ma i więcej niż go na to stać. Tacy już jesteśmy, my, człowieki.

    Może i mam wewnętrzny konflikt interesów, ale pomyśl jaki mają ci, którzy ledwo wiążą te końce? A rodzice zawsze chcą wszystkiego co najlepsze dla swoich dzieci. Jako rodzic wiesz to najlepiej :) (wiem, może jeszcze nie odczuwasz w pełnie tego, że jesteś tatą, ale wiem też, że jak tylko zobaczysz syna, będziesz ryczeć jak bóbr ze szczęścia, że go masz, nie ważne, czy będzie zdrowy, czy chory).

    Z ta kasą masz racje, pewnie jak będziemy mieli jej dużo to czas dla Jasia się skurczy. Nie chce tego. Jednocześnie wiem, że już od marca mój czas spędzony z Jasiem się zmniejszy wraz z moim powrotem na uczelnie i to nie o ten jeden dzień, który zamierzam tam spędzać, ale o wiele, wiele więcej. I ciarki mi po plecach przechodzą jak o tym myślę.. A jak pomyślę, że od października Jaś pójdzie do żłobka, to ryczeć mi się chce…

    Z tym wyśmiewaniem przez ultrabogate otoczenie masz straszliwą rację, niestety. I wystarczy mieć jedno dziecko, a otoczenie wcale nie musi być ultrabogate, wystarczy, że jest bogatsze. To, że babcie i mamy mające większe mniemanie o sobie niż to co m.in. ja reprezentuje swoim wizerunkiem, uciekają z parku/ placu zabaw, jest co najmniej przykre. Następnym krokiem, będzie wytykanie mojego dziecka bynajmniej nie za to, że jest “przedślubny”, a za to, że nie chodzi w ubrankach z 5-10-15 (strasznie kiepsko zrobionych nota bene) i Tup Tupa na co dzień, a tego jednak chciałabym uniknąć.

    Nie uniknę natomiast tego, że mój syn nie będzie miał wspólnych tematów z rówieśnikami, dotyczących najnowszego modelu komórki, czy najnowszej gry o zabijaniu, bo tego miał nie będzie przez stukniętą mamusię. Wiem, że nie raz będę opanowywała salwy płaczu spowodowane tym, że Kubuś czy inny Maciuś przynieśli do przedszkola czekoladę i zjedli całą tabliczkę sami, a Jaś, nawet jak dostanie ode dziadków czy innych cioć i wujków, to je po parę kostek dziennie. Ale to będzie tylko i wyłącznie nasz wewnętrzny problem, chyba, że jakaś mądra mamusia, zacznie udowadniać jaki Janek jest zabiedzony, bo rodzice chronią go przed próchnicą, bezpłodnością, atakami agresji i groźnymi falami elektromagnetycznymi….

    Widzisz drażnią mnie niektóre rzeczy i to bardzo….

    I niewykluczone, że mam kompleks niższości.

  7. Lolinka powiedział/a

    no tak, jeśli chodzi o komórki i gry komputerowe to tego samego się boję. bo ja chcę w dobrej jak najbardziej wierze wychowywać moje dzieci według wzorców może nieco staromodnych, ale moim zdaniem słusznych [jako że uważam komórkę w ręku ośmiolatka za patologię]. natomiast trochę mnie przerażenie ogarnia na myśl, że pewnego dnia przyjdzie mi syn z przedszkola i z płaczem powie:’mamo, dzieci się ze mnie śmieją, bo nie wiem co to motomyszy z marsa’. albo inne mamusie będą właśnie jak piszesz – twierdziły, że dziecko zabiedzone i ojej. zwłaszcza, że takie rzeczy faktycznie się dzieją – nasłuchałam się od mojej pani od gerontologii – ona została wyrodną matką, bo dzieci jadły czekoladę tylko w niedzielę. tylko czy z tego powodu mam wychowywać moje dziecko w sposób, który uważam ze nie najlepszy?

  8. fiolka powiedział/a

    Myślę, że nie ma się co zastanawiać nad Twoim pytaniem Olu. Dziecko należy wychować w zgodzie ze swoimi przekonaniami i z tym co Tobie, jako matce, podpowiada serce. Ono wie najlepiej. Ja tak zrobiłam z tymi nieszczęsnymi zupami, bo pediatra powiedziała “W żadnym wypadku, dopóki nie dowiemy się co Jasia uczula”. Dowiemy się, najprawdopodobniej za około dwa i pól roku…

  9. yov powiedział/a

    trafiłam tu przypadkiem poszukując informacji słoiczkowych :) i nie mogę się powstrzymać od komentarza pełnego zazdrości co do tej uroczej naiwności którą masz w sobie jeszcze Lolinka. Uwierz mi TAK się NIE DA TERAZ dzieci wychowywać , podobnie jak Ty uważałam że komórka w ręku 8 latka to patologia, podobnie jak Ty marzyło mi się staromodne , dobre , a właściwie to NORMALNE wychowanie ale niestety mój 10 letni syn komórkę już ma – jako ostatni w klasie, po przepłakanych nocach – w końcu mi serce pękło i kupiłam… to jest dramat jakiś !! jeszcze walczę – nie ogląda filmów dla dorosłych , nie ma dostępu do internetu bez naszej kontroli ale niestety przez to jest właśnie gorszy … bo WSZYSCY , naprawdę nie przesadzam , WSZYSCY koledzy to mogą robić , ja nie wiem czy to wynika z braku czasu dla tych dzieci , ze snobizmu , głupoty czy czego tam jeszcze ale tak jest ! takie mamy czasy , takie mamy matki , takie mamy dzieci ….
    szczerze zazdroszczę wiary że się uda i życzę powodzenia – ja jeszcze walczę ale momentami mam wrażenie że chyba z wiatrakami ….
    pozdrawiam i szczerze życzę powodzenia

  10. fiolka powiedział/a

    Dziękujemy. Może się uda. Siostrze mojej teściowej się udaje z tego, co widzę. Może i nam się uda. No i nikt nie mówi, że będzie łatwo..

Dodaj komentarz

XHTML: Możesz skorzystać z tych etykiet: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>