Poświątecznie
30 grudzień 2008
Siedzimy sobie z Jasiem w Tomaszowie. Cisza, spokój i zima, przynajmniej w temperaturach. Nawet moglibyśmy wyjść na spacer, choć nie wzięliśmy tym razem wózka, bo temperatury nie za niskie, ale Jaś ma AZS i skórę nadwrażliwą i na zimno i niestety na kremy ochronne nie zawierające wody, czyli przeznaczone na mróz właśnie.
Generalnie to sie martwię tym zapaleniem skóry, które ponoć spowodowane jest skazą białkową, choć mi się widzi inaczej, bo jak karmiłam piersią to mleko piłam i jogurty jadłam i Jaś miał buźkę czyściutka jak aniołek, a teraz znów mu wchodzi. Poprawa po mleku jest na dwa lub trzy tygodnie i tak w kółko Macieju.
Zresztą od stycznia zmieniamy pediatrę. Szóstego idziemy na ostatnie szczepienie w tej przychodni, a potem już do LuxMedu, bo się trafiła sposobność skorzystania z prywatnej służby zdrowia. Oby lepsza była!
Pani doktor, co się nazywa tak jak moja babcia przed ślubem z dziadkiem (ha! Przecież nie będę robiła jej reklamy),to mi się generalnie nie podoba: raz ma czas dla Jasia, raz – nie ma, sama odpowiada sobie na pytania i twierdzi, że mój maluszek jest za mały i za chudy. Po kim ma być wielki? Zresztą wszędzie słyszę, że nie wygląda na 4 miesiące tylko na co najmniej pół roku.
Jaś jest zdobywcą niewieścich i męskich serc. Dziadkowie po prostu mogliby go zjeść (dobrze, że dzieci się długo gotują :) ), a reszta rodziny jest nim wprost oczarowana: bo jaki on śliczny, bo jaki on grzeczniutki i się nie boi, nie wstydzi… Normalnie cud, miód i orzeszki.
Najlepiej to ujął Kuba:
z entuzjazmem
O jejku! Jak on urósł!
powoli, rzeczowo
Co prawda jeszcze go nie widziałam,
znów dziki entuzjazm
ale taki duży chłopak się zrobił!
Na kolacji wigilijnej zrobił furorę wśród cioć i wujków ze strony Karola. Tak, Wigilię spędziliśmy z rodzicami Karola i jego rodziną. Była wyjątkowa. Siedemnaście osób przy jednym stole, pyszne jedzenie, góra prezentów i piękna żywa choinka. I nikt się nie kłócił.
Moja mama była troszkę zła na nas, że wybraliśmy Wigilię z moimi teściami, ale póki będziemy mieszkać w Łodzi to tak już będzie, przynajmniej dopóki Karol będzie pracował tak, jak pracuje, czyli od 8 do 16. Były teksty w stylu “Kiedy TY zmądrzejesz i przyjedziesz Z JASIEM przed w Wigilią??!”.
Taaa… dobrze wam sie zdaje, jesteśmy traktowani jako dwie różne osoby, które nie ma ją zbyt dużo wspólnego ze sobą.. Ale to jest temat na osobną notkę – może się kiedyś odważę, kto wie… Na szczęście mam mądrego tatę.
Pierwszy Dzień Świąt upłynął nam pod znakiem podróży, rodzinnie i spokojnie. Drugi w sumie też, choć było też przyjacielskie spotkanie po latach: czyli zlot 3a. Tak! TEJ trzeciej a. :) Fajnie było zobaczyć choć część z tych kochanych wariatów, których nie widziało się całe pięć lat (z małymi wyjątkami).
Wiecie, że mam cudownego, mądrego i elokwentnego męża, który jest w stanie obronić swoich wartości przed największym ateistą i wariatem rozgadanym jakiego znam? :) Jeśli nie, to już wiecie :P
No normalnie Meriego, aż wcięło. A no i ten tekst, że jeszcze nie całowałam się z prawdziwym mężczyzną naprawdę mi się nie podobał!
Teraz czekam na Sylwestra (i aż Jaś się obudzi, bo śpi już 4 godziny, a mi się przykrzy bez mojego małego Słoneczka), którego spędzimy sami, to znaczy bez Karola, bo on pracuje i dlatego my siedzimy w Tomaszowie. Straszna szkoda. Czekam z wytęsknieniem, aż będę mogła spędzić ten czas z mężem, ale na razie się nie da. Trudno. To będzie pierwszy “bal” Jasia, miejmy nadzieję, że tak samo cudowny, jak Wigilia.
Co tu jeszcze? A tak..
W nadchodzącym roku, życzę Wam Drodzy czytelnicy, zaglądacze i komentatorzy wszystkiego co najlepsze:
zdrowia, szczęścia i innych łask. Niech się Wam darzy.
Do siego roku!
Entry Filed under: prozaicznie. Tagi: sylwester, święta.
7 Comments Add your own
Leave a Comment
Some HTML allowed:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>
Trackback this post | Subscribe to the comments via RSS Feed

1.
Artdico | 31 grudzień 2008 at 2:07
My już chyba jakoś daliśmy radę udowodnić naszym rodzinom, że tworzymy wspólnotę – a święta podzieliliśmy równo, wigilia tu, a święta tam. Nikt się nie obrażał (poza babcią, bo miałem małe pretensje… zresztą nie będę pisał. Któż to wie, czy i tu nie zaglądają? Wiolu, czy często miewasz odwiedzających z miasta Skarżyska? :P).
Ale a’propos ostatniej wymienionej postaci – to mamy jednak pewne obawy. Zgodnie z panującym bowiem w mojej familii matriarchatem babcie odwiecznie mają najwięcej do powiedzenia. Poprzednie pokolenie miało obowiązek wystawiania przynajmniej jednego z chrzestnych z rodziny. A prababcia ciągle i ciągle naciskała na to, by prawnuk nosił imię Kamil (Hugo wie czemu). Podobno jak się okazało, że brat będzie Adaś, a nie Kamil, to się awantura zrobiła (bo przecież to pierwszy grzesznik był). Obawiamy się, że to pokolenie może mieć podobnie (a padło na nas jako na otwierających – nie licząc tych od strony pozostałych sióstr babci, ale one są starsze :P) Oczywiście zamierzamy bardzo ładnie podziękować i przeprosić. Ale obawiamy się, że Władza może się na jakiś czas obrazić. Więc cóż poradzić – nawet jakby się chciało, młode małżeństwa zawsze będą traktowane jak małe, niedoświadczone dzieci. I mam nadzieję, że może chociaż nasze pokolenie… Nie wiem… Nie łudziłbym się :).
A, jeszcze. Obawiam się, że babcia uprze się przy zapraszaniu Ktosi i Słoniów na chrzciny. To będzie wojna dopiero (serio proszę, sprawdź to Skarżysko, bo jak tu są, to ja leżę i kwiczę :P).
Współczuję również spędzania Sylwestra w samotności. Dobrze, że moja kanapkarnia zamyka się w Sylwka o 15. Poza tym i tak nie pracuję :). Ale ja nie jestem informatykiem. Ja tylko lepię kanapki… :(
Zaintrygowało mnie, co to była za apologetyczna dyskusja. Jeśli zechcielibyście przytoczyć… Bo ja uwielbiam takie akcje, a wszyscy wiemy, że ok. 95% katolików uwielbia wprost sprawdzać naszą wiarę :D.
Przepraszam, że tak długo.
Pozdrawiam!
2.
terazona | 31 grudzień 2008 at 9:42
Ja może zacznę od AZSu, który wcale nie musi być tym o co go podejrzewają. Ale już Ci tłumaczę:) życie zna takie przypadki, że diagnozowano AZS, który okazywał się łojotokowym zapaleniem skóry, na które nie stosuje się absolutnie żadnych maści i wtedy schodzi samo:) Nie jestem lekarzem, więc nie mogę mieć 100% pewności, że tak się dzieje w przypadku Jasia:)nie musi być też skaza białkowa, choć – ja jestem klasycznym przykładem dziecka, które jako malutkie miało taką skazę, a teraz nic mi nie jest:)
To tyle, jeśli chodzi o kwestie medyczne:)
Co do akceptacji, bądź nieakceptacji przez rodzinę, to ja mogłabym książkę napisać i dalej byłoby mało, więc doskonale wiem, co czujesz:)
Ale wiesz co jest w tym najlepsze?? Wszyscy ci, którzy mają coś przeciwko Tobie, Karolowi czy Jasowi ( w co wątpię, bo On przecież jest przeuroczy) muszą przyjąć do wiadomości, że Wasza Trójka stanowi rodzinę, której nikt nie jest w stanie przeszkodzić:) a jeśli ktoś się z tym nie zgadza, to… Jego problem:)
Uszka w górę:)
3.
fiolka | 1 styczeń 2009 at 3:21
@ Aga: Niestety, Jaś ma atopowe – w prezencie od taty, kt.ory też ma. Da się z tym żyć i teraz, kiedy jest na tym okropnym shydrolizowanym mleku jest ok. Nawet mu zaczynam powoli wprowadzać różne urozmaicenia do diety, choć dr kategorycznie zabroniła. Nie robie mu chyba krzywdy. Wyszłam z założenia, że serce matki wie lepiej i już. Zresztą, co może wiedziec kobieta, która mnie nie słucha? (Zn. coś tam wie i leki mu pomogły, ale nie do końca.. )
Co donie akceptacji, to wydaje mi się, że moja mama nie chce zaakceptować takiego stanu rzeczy, tyle. Jest dość specyficzna i chce miec wszystko pod kontrolą. Tak jest i już, kiedyś dorośnie do tego wszystkiego (mam nadzieję).
@ Mateusz: To będzie mega cięzkie bo jestpo 4 :/ Więc po kolei
Wejścia ze Skarżyska mam, ale to chyba te, ktore poczyniliście Wy, choć jakieś 2 tygodnie temu widziałam jedno w środku tygodnia, więc w sumie nie wiem, w każdym razie są dość rzadkie.
Z babcią należy porozmawiać i to dość powawżnie na temat tego, że czasy inne i że to Wasz synek. Poza tym uwazam, że to Wy powinniscie wybrać mu imię, a Kamil mi sie nie podoba, Adam za to bardzo ładnie. Cóż z tego, że pierwszy grzesznik? Zawsze można iść na kompromis z babcią i dac małemu na drugie Kamil…
Ja własnie przeżywam przeprawę pt. “jak mozna było poprosić >>obcą babę<<?” z moją mamą. Łagodnie idzie, jak narazie. Tak, bo Jaś w sumie ma już chrzestnych. W końcu zdecydowalismy, że mamą chrzestną będzie Lila, moderatorka Karola, a ojcem – Przemek, mój brat. Postanowiliśmy się kierować sercem, nie portwelem. Tylko czasem przykro nam jak moja mama tak mówi..
Co do dyskusji, to szkoda powtarzać, bo Łukasz jest wielkim świrem i gadułą. Podejście do religii ma takie jakie ma i to jego sprawa, a jak go znam to jeszcze przez długi czas się ono nie zmieni, a znam go 14 lat. Dodam, że wszystko zaczęło się od antykatolickiego dowcipu. Niezbyt śmiesznego i w sumie wypowiadzianego z dużą nieświadomością tego, kto siedzi naprzeciwko. Pomijam już dyskusje na temat nie picia przez nas alkoholu.
I nie przepraszaj do jasnej Anielki! Wszystko jest w jednym miejscu i dośc klarwne nie rozciągnięta w imię zasady “A coś mi się jeszcze przypomniało”.
Również pozdrawiam, buziam brzuchol żony i idę spać :)
4.
Artdico | 1 styczeń 2009 at 12:18
Tą kartką się nie przejmuj, myśmy też do Was nie wysłali, bo jakoś nam nie przyszło do głowy (bo nie mieliśmy żadnych zdjęć ślubnych, które mogliśmy Wam wysłać :P).
Co do imion – to prababcia miała ukierunkowanie na Kamilów. Mój brat został Adamem, Kamila dopiero urodziła Marzena (zwana Isią), córka drugiej córki prababci :). Nie wiemy jeszcze jakie imię “wybrała” nowa prababcia – póki co na pytanie zadane nam przez Adasia w czasie wigilii “Jak będzie miało na imię” odpowiedziała: “Jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić”. Oczywiście imię jest dawno ustalone – zarówno dla chłopca, jak i dla dziewczynki, ale z tej odpowiedzi dobitnie wynika, że babcia będzie chciała swoje 3 grosze dorzucić :).
I podobnie jest z chrzestnymi, jako i u Ciebie. Tylko u nas zawsze było tak, że co najmniej jedno z chrzestnych miało być z rodziny. Widzę, że u Was to jeszcze na większą skalę… Tak czy inaczej, mamy plan, że gdy urodzi się nam pierwsza dziewczynka, to chrzestnymi będą Diana i Piętuś. Dwoje obcych – choć może nie aż tak chyba obcych, jak dla Twojej mamy Lila (ale żona mówi, że mogę się mylić). Myślę, że wówczas będzie masakra.
No i tak jak pisałem – już planujemy chrzciny (z małym wyprzedzeniem :P) i zastanawiamy się kogo zaprosić (myślimy nawet o wynajęciu jakiejś salki w restauracji). Dopiero ostatnio przyszło nam do głowy, że Władza może mieć ochotę nie tylko do mówienia nam, kogo mamy zaprosić, ale i do zapraszania na własną rękę. Porażka :).
Chciałem się jeszcze odnieść do kwestii traktowania Was jak dwóch odrębnych osób. Przeszło mi przez myśl, że może w pewnym sensie sami ich do tego przyzwyczailiście. Pamiętam (jeśli dobrze interpretuję Twoje wcześniejsze wpisy), że zdarzało Ci się spędzać ciążę w Tomaszowie, podczas, gdy Karol trwał w Łodzi, chodząc do pracy. Czy choćby ten nieszczęsny Sylwester – Ty z rodzicami, Karol na dyżurze. Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że rodzice wbili sobie do głowy, że tak właśnie jest – kiedy on pracuje, oni zajmują się Tobą (i Jasiem). Być może byłoby ciężej spędzać Sylwestra czekając, aż mąż wróci z pracy. Ale mogłoby to chyba w jakiś sposób zaowocować zmianą podejścia Twoich rodziców do Waszego małżeństwa. Nie sugeruj się jednak, to tylko zbiór wolnych myśli.
To ja jeszcze raz pozdrawiam, a Ola idzie spać :).
5.
yoozeq | 1 styczeń 2009 at 14:01
Twoja teoria co do rodziców Wioli pewnie po części pokrywa się z prawdą, niemniej jednak mnie nie przyszłoby do głowy na miejscu jej mamy zakładać, że osobno będziemy spędzać Boże Narodzenie… Już pomijam pewne bardzo złośliwe komentarze na mój temat rzucane w powietrze, a czasem nawet – o zgrozo – w kierunku Jasia. Bogu dziękować, że na razie nic nie rozumie. Ale jeśli za jakiś rok, dwa to się nie zmieni…
6.
Lolinka | 1 styczeń 2009 at 16:20
Karol: uuu… bardzo współczuję. nie wiem czy w tym wieku można to już nazwać burzeniem autorytetu ojca, ale jak sam zauważyłeś za parę lat już owszem, a to jest bardzo wielka krzywda wyrządzana tak naprawdę dziecku. przykre, zwłaszcza u ludzi, których chciałoby się posądzać o dojrzałość.
7.
xinka | 2 styczeń 2009 at 21:05
Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku, Ciepła, Zrozumienia i Zdrówka (zwłaszcza dla Jasia). Pozdrawiam