Jasio vs. MPK Łódź
Opublikował/a fiolka w dniu 28 listopad 2008
Jaś jak każde niemowlę w tym kraju, według najnowszych zaleceń lekarzy musiał mieć zrobione USG stawów biodrowych. W Łodzi takie badania wykonują trzy przychodnie: w CZMP, na Drewnowskiej (naprzeciwko Manufaktury) i na Sojczyńskiego. Dodzwonienie się do którejś z nich graniczy z cudem. Nadmienię, że telefony, które dostałam od pediatry były złe i musiałam je zweryfikować w internecie. W Matce Polce (którą mamy najbliżej) zapisy były na luty przyszłego roku, a dzwoniłam na początku października, w przychodni na Sojczyńskiego nie podnoszono słuchawki albo ją podniesiono i nie odłożono na miejsce -różnie, a na Drewnowskiej właśnie ktoś zrezygnował. Mieliśmy szczęście.
Dziś w godzinach przedpołudniowych wybraliśmy się na owe badanie. Autobusem i tramwajem. Tak, da się! Nie, nie bałam się zarazków, przecież jak Jasiek ma je złapać to i tak złapie, bo na przykład do domu przyniesie je Karol. Zresztą z wózkiem i innymi manelami (pieluszka tetrowa, 2 butelki puste, butelka z przegotowaną wodą, dwie porcje mieszanki, chusteczki do pupy, puder, pieluszki na zmianę, śliniaczek, krem ochronny itp.) wygodniej nam było niż taksówką. Pomijam już wagę fotelika samochodowego z małym w środku (tak z 10-15 kg), która jest w sumie zbliżona do wagi wózka, a ten drugi ma przecież kółka.
Dobrze, że większość łódzkich autobusów, choć nie wszystkie, to autobusy niskopodłogowe. Szkoda tylko, że większość przystanków i/lub kierowców jest nie przystosowana. Wsiadanie z wózkiem do autobusu (cały czas mam na myśli a. niskopodłogowe – przyp. red.) jest dziecinnie proste, ale wysiadanie.. hmmm.. nie zawsze. Może było by łatwiej gdyby wszystkie przystanki miały wysoki krawężnik albo kiedy kierowca parkowałby przy tym krawężniku, choćby tylko dlatego, że wiezie małego pasażera, ale niektórym – tu cytat dosłowny – sie nie chce. Cóż….
Osobnym rozdziałem są tramwaje. Spójrzmy prawdzie w oczy: nie ma co marzyć żeby wdrapać się samemu z wózkiem do zwykłego tramwaju, na życzliwość współpasażerów nie ma co liczyć, bo na ogół chcą pomóc starsze panie, które same posiadają wnuki, choć i przypadki sympatycznych młodych mężczyzn też się zdarzają, szczególnie jak się studiuje z nimi na jednym wydziale. Nasza podróż odbyła się, więc ŁTR-em, czyli linią 11 obsługiwaną przez nowe wagony Cityruner i PESA.
Jeśli chodzi o PESę, to nie można się do niczego doczepić. Wagony całkowicie przystosowane do przewozu dzieci w wózkach. Są wyznaczone miejsca, można dziecko przypiąć. Extra. O Cityrunerach już tego powiedzieć nie można. Miejsca dla wózka nie ma, są co prawda miejsca dla wózków inwalidzkich, ale są o wiele mniejsze i troszkę głupio się robi, ale jak trzeba…
Osobnym rozdziałem są inni pasażerowie i kontrolerzy. Ci drudzy, a przynajmniej dwa osobniki, które dziś spotkaliśmy, podeszły do nas bardzo przyjaźnie uśmiechając się i nawet nie prosząc o bilet (muszę przewertować stronę MPKa, bo może nie doczytaliśmy i opiekun dziecka w wózku też nie musi kasować biletu? Chociaż bardzo w to wątpię).
Pasażerowie są oczywiście różni: pionowi i podłużni :). Jedni są wyrozumiali, chcą pomóc za wszelką cenę, a inni komentują dość niewybrednie to i owo. Trudno. Postanowiłam się nie denerwować z powodu takich i robić swoje, czyli pilnować, żeby Jaś był bezpieczny.
Co do komfortu jazdy to Jaś nie narzekał raczej, bo jak każde dziecko lubi jak buja i trzęsie. W sumie to przespałby całą drogę, gdyby nie fakt iż bardzo zgłodniał.
Swoją drogą przyrządzanie mieszanki mlecznej i karmienie na przystanku autobusowym przy placu Niepodległości to ciekawe doświadczenie :).

Michalina powiedział/a
hmmmm… a ja w Belfaście – najpierw w maju, i teraz od października obserwuję i podziwiam jak bardzo pomaga się kobietom… ba – nie tylko – pomaga się ludziom prowadzącym wózek z dzieckiem, jeśli tylko ktoś przyluka, że chcą wsiąść do autobusu. pół autobusu – choć to przecież nie jest konieczne – wysiada, podnoszą, wjeżdzają z wózkiem wyręczając matkę dziecka czy też opiekunkę, wyjeżdżają, kierowcy są niesłychanie cierpliwi…. zawsze czekają aż całe towarzystwo wyjdzie, osobnik z dzieckiem wejdzie, wejdzie reszta…. obrazek z wielu przysanków, bo i zawózkowanego towazystwa jest tu bbbb duzo :)
no i taksówki… słynne tutejsze. “czarna wołga” jak ja to nazywam. po pierwsze – opłacalne, bo przejazd kosztuje funt trzydzieści a bilet autobusowy 1,50. po drugie ciągle mają uchylony bagażnik, z którego wystaje wózek dziecięcy. nie sądzę, aby matka musiała go tam wsadzać :)
pozdrawiam…. :)