Dlaczego… ?

25 marzec 2008

Swój pierwszy post na wordpress.com zacznę od wyjaśnienia Mateuszowi pewnej sprawy.

Chciałem jeszcze napisać jedną rzecz. Zastanawia mnie co sprawiło, że przy całej Waszej (a może tylko Karolowej) niechęci do mieszkania ze sobą przed ślubem, postanawiacie złamać tą zasadę. I to nie tyle ze ślubem w jakiejś dalszej perspektywie, ale właściwie na miesiąc przed wyznaczonym celem… Nie zrozum mnie źle, jak wiesz, nie mam nic przeciwko mieszkaniu ze sobą przed ślubem, jeśli nie chcesz się sprawdzać, a wiesz, że i tak spędzicie ze sobą życie. Tylko z tego, co mi się zdawało, Wy macie coś przeciwko temu (Pawlukiewicz, te sprawy…). Więc w zasadzie trochę mnie dziwi, że wymiękliście na miesiąc przed końcem :).

Odpowiedz jest prosta: bo sytuacja się diametralnie zmieniła.

Bądźmy szczerzy. Nie zakładaliśmy, że zajdziemy w ciąże przed ślubem, ale stało się. Nie, nie żałujemy, przynajmniej nie tego, że będziemy mieli maleństwo.
Jak wiecie, mieliśmy rożne “założenia” na życie. Tak, specjalnie używam tego słowa. Założenia, a może lepiej było by nazwać to planami. Chyba tak.. Zdecydowanie.

Plan zakładał czystość przedmałżeńską. Niestety, na tym polu polegliśmy z kretesem. Przegraliśmy z samymi sobą. Nie jesteśmy z tego dumni, tego jest nam okropnie żal i wstyd, że nie podołaliśmy. Cóż, jesteśmy słabi. :/ A może tak naprawdę nie zaangażowaliśmy się w te sprawę do końca? Nie dowiemy się, jak było naprawdę już nigdy. Stało się, jak się stało. Teraz możemy tylko powiedzieć trudno i iść dalej przez życie.

Sprawa mieszkania razem wyglądałaby z całą pewnością zupełnie inaczej w innej sytuacji. Z pewnością nie poddalibyśmy się miesiąc przed “metą”, możecie być tego pewni, ale jednakowoż okoliczności są wyjątkowe, sami przyznacie.

Mateuszu, bo głównie do Ciebie kieruję te słowa, bo przecież o to prosiłeś, widać, że nie masz zbytniego doświadczenia z kobietami w ciąży, ale spokojnie :), ja wam życzę jak najlepiej, wszystko w swoim czasie. Jak chcesz pogadaj z Karolem, jest o czym. Szczerze powiedziawszy, to ja sama nie wiem, jak on ze mną wytrzymuje..

Decyzja o zamieszkaniu razem w pewnym sensie jest troszkę wygodna. Oczywiście mogliśmy się jeszcze przemęczyć te parę tygodni, ale nie widzieliśmy sensu.

Mnie naprawdę boli wracanie do pustego i nie za bardzo lubianego mieszkania. Szczerze powiedziawszy, przez to, iż było ono puste i nie miałam się do kogo tam odezwać, czułam się dużo gorzej. Brak kogoś, z kim można sobie po prostu pogadać o głupotach, polityce, czy na inny dowolnie wybrany temat jest ciężki do wytrzymania, dodaj sobie do tego jeszcze ogromną potrzebę bliskości. Potrzebne mi jest takie swojego rodzaju zapewnienie, że ktoś jest obok i czeka ze mną na to maleństwo. I wierz mi, ale normalnie nie potrzebuję takich zapewnień. Zresztą doskonale o tym wiecie, przy okazji sprawy z naszymi.. Hmmm.. Wyznaniami miłosnymi, ale teraz tego zwyczajnie potrzebuję, żeby widzieć, że nie jestem sama. Samotność jest straszna w ogóle, a co dopiero w ciąży.

Poza tym ja uważam, że dziecko powinno mieć ojca i to już od samego początku, bo to nie jest zarodek, embrion, płód, to jest nasze dziecko, które potrzebuje miłości obojga rodziców od kiedy tylko jest na świecie, tzn od kiedy jest w naszym świecie. Nie wiem, jak Ty to sobie wyobrażasz, ale my nie wyobrażamy sobie budowania tego świata na odległość.

Powiesz zapewne, że przecież mieszkaliśmy w jednym mieście, wiec odległość nie była wcale taka duża i mogliśmy się widywać codziennie itd. Może teoretycznie to tak wygląda, ale jak wiadomo z praktyki, teoria nie zawsze pokrywa się z praktyką. Różnie to wychodziło, niekiedy nie widzieliśmy się przez kilka długich dni, bo po prostu fizycznie nie dało się tego zrobić (nie ma jak studia dzienne 14-20 lub 8(10)-18(20) ). Wiesz, że potrafię płakać przez pól nocy tylko dlatego, że nie mam się do kogo przytulić? I może to zabrzmi trochę niedorzecznie, ale to ponoć norma.

Poza tym wyobraź sobie, że czasem po prostu nie mogę wstać z łózka, bo:

  • jest mi aż tak bardzo niedobrze;
  • kręci mi się w głowie i nie mogę na nogach ustać;
  • wymiotowałam cala noc i jestem tak słaba, że nie mogę bułki przekroić.

Ot, takie małe uroki ciąży, w sumie normalka :) Na szczęście takie epizody powtarzają się coraz rzadziej, choć w sumie teraz miałam ciężki tydzień.

Westchniecie “życie, norma, chciała to ma”, ale przejście przez to samotnie nie jest wcale takie proste. Oczywiście wiele kobiet musi w ten sposób przez to przejść i ja im ogromnie współczuję.

To był mój punkt widzenia. Od strony Karola wygląda to zupełnie inaczej, z pewnością sam się wypowie, ja mogę powiedzieć tylko o tym co sama zauważyłam.

Można na to patrzeć rożnie, ale my czujemy się już rodziną. Może nie jest to jeszcze formalne, ale w tym wypadku, trochę wyluzowaliśmy, przynajmniej na krótko:). Normalnym zatem jest, że po pracy, czy nauce chce się wrócić do swojego domu. I tu był właśnie problem. Ja tu, Karol tam, i dokąd on ma wracać? Bo w sumie to mieszka w akademiku, ale sercem jest ze mną. I dostawał kręćka. Ja bym to nawet nazwala, zresztą podobnie jak on, bezdomnością. No wiecie, taki motyw z pewnej powieści patrona naszego LO.

Entry Filed under: przemyślenia. Tagi: .

2 Comments Add your own

  • 1. Mateusz  |  27 marzec 2008 at 1:23

    Szanowna Wiolu! :)

    “Ludzie Bezdomni” to moja ukochana książka (pierwsza po Groserze), zresztą kiedyś twierdziłem, że “Jestem Judym. Tomasz Judym”. Może czytałaś u mnie na blogu? Była taka notka. Tak czy inaczej – rozumiem o czym mówisz :).

    Nie mam pojęcia jakie były Twoje intencje, gdy pisałaś tą notkę. Chciałaś mnie/nas zadziwić, zaszokować? Albo zwyczajnie zainteresować? Powiem Ci, że odkryłaś przed nami prawdę starą jak świat. I ja się z Tobą muszę zgodzić, chcąc albo i nie chcąc. Bo to, co Ty napisałaś dzisiaj, ja wiedziałem już od dawien dawna. I owszem, zgadzam się. Bliskość i ciepło, i zapewnienie o tym, że jest się kochanym, i że jest ktoś obok nas, kto będzie nas wspierał już zawsze, to jedna z rzeczy, której każdy człowiek chyba potrzebuje.

    Bzdurą jest jednak dla mnie zawężanie osób potrzebujących tego wszystkiego do kobiet w ciąży.

    Jestem facetem. Po wydaleniu mnie z Seminarium trafiłem do Rzgowa i tam pracowałem w McDonaldzie. Po pracy wracałem do pustego, ogromnego pokoju (jak dla mnie), w którym byłem sam, kładłem się spać i wstawałem rano, by znów iść do pracy. Nie miałem nikogo, do kogo mógłbym się przytulić. Nie miałem nikogo, na kogo mógłbym wydawać, dla kogo mógłbym oszczędzać pieniądze, które zarabiałem.

    Do tego dochodzą 3 zawody miłosne. Człowiek, który kilka razy się przejechał, tym bardziej potrzebuje kogoś, kto go naprawdę pokocha. Rozczulam się nad sobą? Nie. Już nie. Bo jest ktoś, komu mogę wierzyć, że mnie kocha, i że będzie ze mną na zawsze. I że mnie wspiera. I nawzajem. Pomimo, że nie jestem kobietą w ciąży.

    I jeszcze raz powiem: nigdy nikogo nie oskarżałem za to, że mieszka przed ślubem ze swoją drugą połową, jeśli przed zamieszkaniem był pewien, że będą razem na zawsze (bez żadnego sprawdzania). Tylko zdziwiło mnie to u Was, którzy raczej byliście przeciwko.

    Cieszę się, że jesteście szczęśliwi :). Współczuję, że się tak męczysz. Ale nie będę rozmawiał z Karolem jak to jest żyć z kobietą w ciąży. Mój tata żył z taką 3 razy. Mogę z nim porozmawiać. Zresztą mam nadzieję, że wkrótce sam się dowiem, o! :)

  • 2. fiolkatm  |  27 marzec 2008 at 13:04

    Od października do połowy stycznia, nie miałam po prostu takich odczuć, tyle.
    Zgadzam się z Tobą na całej linii, że każdy potrzebuje bliskości i ciepła drugiego człowieka. Nie jestem/jesteśmy cyborgami :), tylko od kiedy doszły mi gwałtowne zmiany nastrojów obecność Karola przy mnie, taką zwykłą fizyczną, doceniam bardziej i mam wrażenie, że jest mi ona bardziej potrzebna.
    Podoba mi się twój pogląd na (nie)mieszkanie razem przed ślubem, bo to naprawdę nie chodzi o to, żeby się sprawdzić, przecież jeśli się kogoś kocha i chce sie z nim być do końca życia, a po to planuje się ślub, to już nie trzeba niczego sprawdzać, wtedy trzeba po prostu i tylko kochać się nawzajem.
    A dzidziusia, to i ja Wam życzę, tylko nie tak na “hura”, decyzja o dziecku powinna być przemyślana :) (taaa, i kto to pisze :P)

Leave a Comment

Required

Required, hidden

Some HTML allowed:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Trackback this post  |  Subscribe to the comments via RSS Feed


Kalendarz

marzec 2008
P W Ś C P S N
    kwi »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Najnowsze komentarze

Najnowsze wpisy

Statystyki



statystyka statystyka statystyki

Meta