Fiolka, Yoozeq i Jasiński, czyli słów parę o…

Maj

Opublikował/a fiolka w dniu 6 czerwiec 2009

To był bardzo długi miesiąc. Za długi, jak na mój gust. Ale po kolei.

Jaś ząbkuje. Mniej więcej od 3-4 miesięcy. Przynajmniej tak nam się wydawało. Od jakiś 2-3 tygodni mamy ząbkowanie zaawansowane. Były dni, że dziecko nam nie spało całą noc, a my z nim. Wypadło to oczywiście na ten tydzień, w którym Karol miał zmianę na 7.
Potem dostał aft na języku, podniebieniu i usteczkach, więc z jedzeniem to bardzo średnio.
W tym tygodniu postanowił sobie przeciąć górne dziąsło i wargę. Masa krwi i strachu, bo oczywiście zrobił to w dzikim szale z cyklu “bo mamusia musiała iść do łazienki”. A dziś stwierdził, że jeść nie musi. Śniadanie było o 15. Dodam, że dziecko wstało o 5:45.

W poniedziałek będzie dwa tygodnie jak mnie obudził okropny ból brzucha.
Oczywiście lekarze mimo miliona badań (ekg, usg, morfologia, mocz, enzymy itp.) nie wiedzą, co mi jest. Pozornie wskazówką do diagnozy mogłaby być blizna po cc, która nagle zaczerwieniła się i nabrzmiała, ale przecież “to normalne”, że po 9 miesiącach nagle robi się czerwona i nie mam w niej czucia mimo, że od 4 miesiąca po “porodzie” była niemal niewidoczna. Znaleźli mi anemię – tyle dobrego. I oczywiście dietę szlag trafi, ale zdrowie ważniejsze. A tego, kto mi poradził preparat wspomagający odchudzanie na literkę “L”, ten co go panie z gołymi ramionami reklamują, na choince powieszę :), a może nie.. do grudnia dużo czasu, jeszcze się zastanowię.

Czy Wy wiecie, że Szafrańscy też się kłócą? Głośno nawet, ale raczej po włosku. Znaczy szybko się godzą, chyba że Szafrańska walnie focha. Dla zasady. Bo tak!

Wiecie, że był Dzień Mamy? Ja nie zauważyłam. Szkoda bardzo.

Dzień dziecka też był. I prezenciory, i dziecko zadowolone. W ogóle to lubię, jak Jaś się śmieje, a jak do tego jeszcze woła mama, to jest super.
Ostatnio zaczaił, że spacer to “ajci”. Papa zostało załapane jednorazowo, nauka chodzenia – in progress, siadanie – wyuczone, opanowane do perfekcji, zaczyna się stanie “bez trzymanki”. Chyba podepczemy roczek. :)

W poniedziałek znów musimy skłuć Jasia. Szkoda mi go, ale może będzie zdrowszy w rezultacie. Fajnie by było. W końcu wydanie 200zł na darmo w dobie kryzysu, nie jest miłe.
Zmieniliśmy alergologa. Na razie jestem pozytywnie nastawiona do tej pani, a resztę się zobaczy.

Dobrej nocy, Czytacze.

Opublikowany w prozaicznie | Komentarzy: 4 »

W domu.

Opublikował/a fiolka w dniu 13 maj 2009

Wreszcie jesteśmy w domu. Wreszcie to znaczy od zeszłego czwartku wieczór. Tą notkę piszę zasadniczo od piątku, ale tak jakoś mi z nią nie po drodze.

Nie było nas niemalże 2 miesiące, bo wyjechaliśmy 20 marca i tak jakoś się okoliczności splotły, że wróciliśmy dopiero teraz. Dużo tego było.

Najpierw Jaś był chory i dostawał zastrzyki, potem ja, a później to został tydzień do świąt i nie opłacało się jechać. Po świętach szykowaliśmy się do Chrztu i chrzcin. W międzyczasie kolokwia, zaliczenia i zajęcia. A propos sesja nadciąga – egzamin 18 czerwca bodajże (wyczytaliście w tym miejscu wielki entuzjazm, prawda?).

W skrócie: dawno się tak nie nadenerwowałam, nie wytęskniłam i nie odpoczęłam jak przez te dwa miesiące, bo posiadanie dużej rodziny pod ręką oraz brak męża gwarantuje wszystkie trzy rzeczy.

Dwa miesiące nieobecności w domu równa się wielkie zaległości, głownie jeśli chodzi o porządki. Wiadomo, jak chłop sam zostaje to zawsze się znajdą ważniejsze rzeczy do roboty niż zmywanie podłóg, czy mycie okien. Ale cii.. ów chłop prawie skończył pracę dyplomową – właśnie umawia się na obronę, mam nadzieję. Także roboty mam troszkę, ale zebrać się do niej nie mogę ni jak. Wczoraj mi małżonek złożył nowe biurko, więc może jak zagospodarujemy nowy mebel to się za okna wezmę.

Chrzest i chrzciny się udały. Jaś w kościele był grzeczny, nawet na koniec usnął. Raczej się śmiał niż płakał, a polanie głowy wodą nie zrobiło na nim większego wrażenia. Przyjęcie, a raczej obiad tez się udał mimo tego, że miał wyglądać zupełnie inaczej niż to miało miejsce.
Jeszcze w piątek, jak zabierałam się za tą notkę chciałam zrobić pewnemu lokalowi w Tomaszowie czarny pi ar, ale szkoda sobie psuć humoru skoro ostatecznie mam dobry, prawda? W każdym bądź razie właścicielka nie ma klasy i lubi Andrzeja L. oraz jego partię.

Jaś rozwija się świetnie. Siada, staje, ba próbuje nawet stać bez trzymania się czegokolwiek, chodzi przy meblach i trzymany za łapki- czy pod boczki oraz biega – bo inaczej tego nazwać nie można – w chodaku. Gdyby nie piekielna alergia wszystko byłoby cudownie, ale wiadomo “życie nie je bajka”.

W tym miejscu pragnę pozdrowić Gajków,którym kiedyś odpiszę na tego maila, naprawdę.

Opublikowany w prozaicznie | Leave a Comment »

Wesołego Alleluja!

Opublikował/a fiolka w dniu 11 kwiecień 2009

Z okazji Świąt Wielkejnocy życzę Wam:
zjednoczenia z Bogiem – by był Waszym Przyjacielem,
Źródłem, w którym moglibyście nasycić pragnienie,
prawdziwym Pokarmem i Światłem, które oświetli wszystkie mroki życia.

***
A teraz w telegraficznym skrócie:

  • Rok temu o tej porze dmuchaliśmy balony i przystrajaliśmy razem z rodziną i przyjaciółmi naszą salę weselną.
  • Jaś ma potwierdzoną alergię wziewną – niestety z badać wyszło uczulenie na pyłki dębu i olszyny. Na razie nie jest tragicznie, oprócz mleka uczula go tylko (albo aż) witamina C i cielęcina.
  • Chrzest Święty Jasia planowany jest na 3 maja

Opublikowany w prozaicznie | Otagowane: , | 1 Komentarz »

Papa

Opublikował/a fiolka w dniu 30 marzec 2009

Nie, nie żegnam się z Wami. Jaś dziś zrobił pierwsze w życiu “papa” jak wychodziłam od rodziców Karola rano. Normalnie jestem taka dumna :).

Oprócz tego jesteśmy chorzy: Janek ma zapalenie oskrzeli i zastrzyki dostaje, a ja mam gluta do pasa, bo mnie mały zaraził, ale po woli zdrowiejemy, znaczy ja powoli, bo Janek to w ogóle na chorego nie wygląda. Szaleje jak nigdy, bo się raczkować nauczył i chodzić się uczy w chodziku. Biega już nawet, mały szaleniec.

I w sumie to wszystko. W Tomaszowie zostajemy do połowy maja, więc dużo pisała nie będę. Ogólnie dostęp do neta marny (ach ten Przemo).

Dziś drugie z kolei wolne od bycia mamą, pierwsze było w czwartek i z tej okazji poszłam do kina.
Nic ambitnego, bo “Kochaj i tańcz”, ale liczy się sam fakt bycia w kinie. A film ujdzie – spodziewałam się gorszej chały, a to nawet nieźle zagrane miejscami. Choć Iza Miko jest, jak dla mnie, raczej przereklamowana. Zawiódł mnie też zamalowany pieprzyk Damięckiego, ten sam, który tak zniewalał w “Przedwiośniu” (pieprzyk ofc.). No cóż, Mateusz bez pieprzyka nie ma tego czegoś…
Dziś randez vous z mężem… Jaś z babciami.
No co??! Należy się nam po siedmiu miesiącach, chyba nie?!!

Opublikowany w prozaicznie | Komentarzy: 3 »

Żyjemy.

Opublikował/a fiolka w dniu 20 marzec 2009

No to, ten tego,no! Żyjemy! Wszyscy troje. Wyjeżdżamy do Tomaszowa. Jasio jedzie do babuni. My idziemy na imprezę, no i trzeba sfinalizować Chrzest i chrzciny.
Ogólnie to dobrze, tylko czas na skróty biegnie :/

Opublikowany w prozaicznie | Komentarzy: 2 »

Powiew optymizmu.

Opublikował/a fiolka w dniu 6 marzec 2009

Hmmm… (powracam do starej onetowskiej jeszcze tradycji :) )

Dziś rano stwierdziłam, że tydzień depresji to za dużo o 7 dni. No i przecież nadżerka, biopsja i zakrzywiona macica oraz atopia i alergia u dziecka to jeszcze nie koniec świata.
Teraz depresja przeszła na Karola, który szuka wniosków urlopowych w domu. Chce wziąć u mnie i Jasia urlop do rodziny i domu. Być może coś tam przeszło na Jasia, który wczoraj nie dał żyć biednej matce zanosząc się, a to od płaczu, a to od śmiechu, oczywiście z trzema trzydziestominutowymi przerwami na drzemkę i kilkoma krótkimi na papu. Ogólnie i jednowyrazowo: dramat.
Aczkolwiek Karol rację ma: urlop od Jasia przyda nam się stanowczo. Dlatego też choćby nie wiem co, to postaramy się iść na tą osiemnastkę w Spale. O!

Jutro jedziemy do LuxMedu na pobranie krwi – zaczynam przeżywać, jak to przeżyje moje dziecko. Poza tym postanowiłam, że jutro zrobimy sobie urlop od naszego gospodarstwa domowego. Pojedziemy na zakupy i w ogóle będzie fajnie. W końcu jutro nasze malutkie święto.

A propos święta, to sama nie wiem, jak Karol wytrzymał ze mną 2 lata, z czego rok pod jednym dachem…

Idź ktoś ze mną na fitness/aqua aerobik (czyt. zagoń i zmobilizuj) za rozsądną cenę po godz. 19 – dzień tygodnia nie gra roli, weekendy odpadają. Na razie (czyt. od wczoraj) robię (pół)brzuszki. Wczoraj było tylko 40 – więcej mi mąż nie pozwolił. Żebym jeszcze tak słodkiego nie lubiła i miała więcej czasu na gotowanie zdrowych rzeczy… Wciąż mam 4 nadprogramowe centymetry w pasie i jakiś 5 w biodrach. Biust jest ok (80D), chociaż w rozmiar 40 to już ledwo się mieszczę, a kiedyś to było 36 w porywach do 38.. Bo generalnie było się filigranowym dziewczątkiem jeszcze 2 lata temu.

Opublikowany w prozaicznie | 1 Komentarz »

Bad, busy week..

Opublikował/a fiolka w dniu 27 luty 2009

Dzięki Bogu, już piątek!
Czyli zostało mi “tylko” sprzątanie i przygotowywanie się na kolokwium poniedziałkowe.
Mam zdecydowanie dość! Wszystkiego! Najchętniej skuliłabym się przyjmując pozycję kłębka zwaną także embrionalną, przykryłabym się kołdrą i przespała resztę życia. Ale nic z tego.
Powoli, bardzo po woli wracam na u(sz)czelnie. W poniedziałki 3 godziny laborek z zeszłego roku i gdyby nie to, że mam je zaliczone na 4 to pewnie bym chodziła na nie z radością, a tak to mi się zwyczajnie nie chce. Oj jak mi się nie chce!
W ogóle ten tydzień był masakryczny. W poniedziałek przeżywałam jak Jasiek przeżyje moje zajęcia. We wtorek przeżywałam to, jak Jasiek przeżyje szczepionkę. A w środę to już w ogóle przeżywałam wizytę z Jasiem u alergologa. A wczoraj – szkoda gadać..
Wizyta u alergologa nastroiła mnie bardzo optymistycznie z naciskiem na bardzo. Dowiedziałam się, że mój syn może być uczulony na wszystko, nawet na witaminę C lub D3; że ma nasilone ataki AZS i najprawdopodobniej nie dbam o niego tak, jak powinnam, bo jego skóra wygląda strasznie. Zastanawia mnie tylko ile razy dziennie mam go smarować. 10? 15? Skoro 4 nie wystarczają (dermatolog mówiła o dwóch razach). Super optymistycznie zapowiada się walka z NFZ i MZ o indywidualną refundację leków, a konkretnie jednego, czyli kolejnego paskudnego hydrolizatu mleka krowiego (chyba tak to się nazywa), który kosztuje krocie,czyli ok. 150-200 zł za puszkę. Nas najzwyczajniej w świecie nie stać… W przyszłym tygodniu będzie pobieranie krwi na badania alergiczne, też się będę denerwować oczywiście.
Wczorajsza wizyta u doktorka była jeszcze bardziej optymistyczna, a wizja biopsji i wykrzywionej macicy jeszcze lepsza…
Jak złapię lepszy humor to się odezwę… Może mnie nie zjedzą “pozytywne” myśli.

PS. Tu będzie wkrótce parę przepisów. Ale strona jest w budowie, bo jakiś “dizajn” jej muszę wymyślić. A na razie nie mam czasu.

PSS. Mój niedobry syn* skończył dziś pół roku. Radujcie się ze mną!

___
(*) nie chce spać, jeść, wychodzą mu zęby (3 miesiąc), nie ma ochoty sam siadać, ale stać i skakać to chce – chodziłby najchętniej, ale jeszcze nie umie, nie daje sobie obciąć paznokci, drapie się okropnie itd. itp.

Opublikowany w prozaicznie | Komentarzy: 6 »

Od kuchni

Opublikował/a fiolka w dniu 17 luty 2009

Za każdym razem kiedy zamykam się w naszej małej kuchni bez drzwi i tworzę jakieś danie zastanawiam się nad uruchomieniem bloga lub działu o tematyce kulinarnej, ale chyba się troszkę boje, bo wirtuozem to ja nie jestem i cudów z garnkami tez nie robię. Sama uważam, że gotuje smacznie i to że czasem dodam do sosu pomidorowego do makaronu ociupinkę ketchupu nie jest takie straszne, choć niektórzy uważają to za jakiś grzech niewybaczalnie ciężki.
Co Wy na to, drodzy Czytacze? Fiolka ma zamieszczać swoje przepisy na smaczne i w sumie nie tak trudne rzeczy?

Opublikowany w prozaicznie | Otagowane: | Komentarzy: 4 »

Marudnik połikendowy

Opublikował/a fiolka w dniu 10 luty 2009

Jakiś dziwny okres złapałam. Czuję i zachowuję się jakbym miała non stop PMS: wkurzam się szybko, krzyczę i kłócę się z Karolem, do wszystkiego się czepiam i nie mam cierpliwości do Jasia.

Do tego ten ‘czarny weekend’: najpierw to prasowanie, które skończyło się porażeniem i poparzeniem małżonka, potem wypadek Jasia i wizyta na ostrym dyżurze pediatrycznym. W życiu się tak o nikogo nie bałam. A ból brzucha i plamienia mnie dobijają, jak sobie pomyślę, że lada dzień dostanę bóli owulacyjnych to się wzdrygam.. czas iść do ginekologa. Ta.. kolejny wolny termin w, nomen omen prywatnej przychodni, to 26 marca – trzeba będzie iść prywatnie.

I jeszcze mi powiedzieli, że alergolodzy nie przyjmują dzieci do lat trzech i z łaski na uciechę chyba wepchnęli.

A za niecałe dwa tygodnie wracam na uczelnie. Masakra. Tym bardziej, że niewiele pamiętam, zresztą ja nie chce do anionów i kationów…

Jasiem się martwię, bo jakoś ostatnio zasiniały mu oczy, podkówki miał od początku, ale uznałam to za spadek po mnie… A jak sobie poczytałam tu i ówdzie to się boję, ze to jakieś pasożyty będą. Szczególnie, że ma kilka objawów.

Te moje dolegliwości też nie są fajne. Co się znowu z hormonami kiełbasi…

I marzy mi się nowy wystój bloga. Oraz wygrana w totka, żeby na mieszkanie było, bo jak na razie nasza zdolność kredytowa nie osiągnęła nawet 60 tys. zł. Dobijające.

Do tego trzeba kupić mikser i nowe żelazko. Ubrać się troszkę, bo nie wiem co na tyłek włożę na tą uszczelnie i przydał by mi się fryzjer, bo dwa tygodnie mówiąc szczerze spierdzielono mi grzywkę za 40 zł (więcej nie oddam się w ręce tej fryzjerki i cierpliwie poczekam na moją Agę, tudzież Gosię, która też dobrze strzyże).

To by było chyba na tyle.

Olu mail doszedł? Jak mi się jeszcze coś przypomni, to będę spisywać na karteczce i wyślę albo mailem bezpośrednio do Cię, albo Mateuszowi przez gada – w zależności od ilości. I idźcie do szkoły rodzenia – im wcześniej tym lepiej. Tylko takie gUpki, jak my, czekają tak długo.

A teraz coś niezbyt smacznego.

Wiecie, jak kiedykolwiek usłyszę od jakiejś starszej osoby, czy to w autobusie, czy na ulicy, że młodzież jest niewychowana to chyba wejdę z nią w dyskusję. Raz, że wychowanie młodzieży zależy od starszych pokoleń, a dwa patrząc na to co się dzieje za moim oknem i na tym osiedlu stwierdzam, że staruszkowie, to są dużo gorsi od dzieciaków.
Otóż: za oknem mam parking, a między blokiem i parkingiem – trawnik. Na ten kawałek zieleni rzucane są z wysokości kawałki chleba i bułek, najczęściej mokrych, a jakieś 2/3 zostaje na oknach lokatorów. No i jest to szalet dla piesków, co mnie nie dziwi w sumie, ale to, że ludzie (dorośli w różnym wieku, najczęściej starsi, tak ok 70-80 lat) załatwiają tu swoje potrzeby fizjologiczne (oba rodzaje) napawa mnie obrzydzeniem. Szczególnie, że nie ma dnia, żebym zmywając nie widziała jakiegoś pana czy pani w trakcie defekacji czy mikcji. Ble.

Opublikowany w prozaicznie | Otagowane: | Komentarzy: 5 »

Wyjec kulturalny…

Opublikował/a fiolka w dniu 24 styczeń 2009

Jako kobieta, która w kinie ostatnio była w maju ubiegłego roku,a w teatrze w październiku 2007 zawyję:
Chcę na Machulskiego do kina i do teatru tez chcę na Machulskiego! Chlip!

Opublikowany w prozaicznie | Komentarzy: 2 »

Kontrowersyjne słoiczki.

Opublikował/a fiolka w dniu 15 styczeń 2009

Przeglądając e-dziecko natknęłam się na artykuł “Co trzeba wiedzieć o jedzeniu w słoiczkach”. Publikacja według mnie ewidentnie sponsorowana, ale rzeczowa jeśli chodzi o zagadnienie przygotowywania i przechowywania. Cała “zabawa” zaczyna się w wątku dotyczącym artykułu na forum gazeta.pl.
Sama jestem od kilku dobrych miesięcy mamą butelkową, czego przeogromnie żałuję i ze względu na zdrowie Jasia, i ze względów egoistyczno-materialnych.
Powiedzmy sobie szczerze, karmienie piersią nie kosztuje nic, przynajmniej jeśli o pieniądze chodzi i zawsze ma się mleko przy sobie (jeśli oczywiście ma się mleczarnię – czyt. mamę ze sobą). Drugą stroną medalu są wyrzeczenia mamy. Nie powiem, ciężkie to było ogromnie. Szczególnie jeśli o wyżywienie chodzi, bo przez pierwsze 3 tygodnie ostra dieta, a potem (przynajmniej w naszym wypadku, gdzie prawdopodobieństwo alergii wynosiło jakieś 70-80%) dieta eliminacyjna. Do tego, przynajmniej z tego co słyszałam, są dzieci, które przylepiają się do cyca i “wiszą” na nim 24h na dobę. Jaś dawał żyć, ale jadł do 2,5 godziny z zegarkiem w ręku, również w nocy. Czasem miał gorsze dni. Niestety dzięki personelowi szpitala, mojemu cc i braku umiejętności z mojej strony nabawił się zaburzeń ssania (głównie od butelki i smoczka-uspokajacza) i zaczął nie dojadać, co objawiało się rykiem po opróżnieniu obu piersi i kończyło się butelką.
Strasznie mi tego wszystkiego szkoda, bo karmienie piersią jest niesamowitym przeżyciem. To ogrom bliskości i miłości. Niezapomniane doświadczenie budujące niewidzialną więź między matką i dzieckiem. Jak rozstawaliśmy się z piersią to dużo płakałam właśnie ze względu na tę bliskość.
Teraz jesteśmy na butli. W fakcie tym pociesza mnie tylko to, że pewnie i tak by się na tym skończyło ze względu na paskudną alergię i azs. Jaś nie pije zwykłego mleka modyfikowanego, a preparat mleko zastępczy (generalnie to nawet nie tyle ten preparat co mieszankę preparatu z mlekiem modyfikowanym, bo inaczej się buntuje i jeść nie chce).
Od początku roku Jaś ma rozszerzaną sukcesywnie dietę, a w zasadzie to nawet od początku grudnia, kiedy to zaczęłam dodawać mu do mleczka kaszkę kukurydzianą, ale od 2 stycznia je właśnie słoiczki. Jest to głownie marchewka i dodatki (ziemniaki i pietruszka), próbowałam tez z dynią, ale najwyraźniej nie zasmakowała, bo już pierwsza łyżeczka została wypluta.
Dlaczego słoiki? Raz, że wygodniejsze, dwa – szybsze, a trzy – mimo wszystko zdrowsze niż marchewka z bazaru, którą sama się niedawno przytrułam. Tak, duszoną marchewką właśnie!
Przeczytałam sobie dziś w/w watek na forum i dziwnie mi się zrobiło. I to bardzo.
Nie, nie zastanawiam się, czy jestem dobrą matką, bo uważam, że robię co mogę, aby mojemu dziecku żyło się dobrze, żeby był szczęśliwy i dobrze się rozwijał. Wiem też, że jakby któraś mamuśka napisała mi na takim forum, że jestem taka, śmaka i owaka, bo daję dziecku jedzenie ze słoika, też bym się święcie oburzyła.
Zresztą mi tak naprawdę nie chodzi o te słoiczki, tylko o to jak te kobiety się do siebie zwracają. Niby nie padają wulgaryzmy i wyzwiska, ale ogólny wydźwięk ich wypowiedzi jest in minus. Oceniają siebie i to jakimi ludźmi i matkami są przez pryzmat gotowego pożywienia dla niemowląt, gorzej ponoć jest tylko na forach mamy butelkowe/ mamy karmiące piersią, bo tam trwa ciągła nagonka jednych na drugie. Podobno (nie mogę znaleźć).
Zresztą wyżywienie to nic. Jak sobie pobuszujecie to zauważycie, że forum jest pełne mam (i tatusiów) przechwalających czego to i dziecko nie ma: “wózek mamy z Chicco za 3,5 tys złotych, kosz na zużyte pampersy z Tommee Tippee za 100 zł, a butelki to tylko Philipsa za 17 zł i więcej”. A moje dziecko ma wózek polskiego producenta za sumę pięciokrotnie mniejszą i czuje się szczęśliwe. Już nawet nie chodzi o to, co ile kosztuje, bo to tylko pieniądze i podejrzewam, że jakby było nas stać to Jaś też by miał taką limuzynę. O to chodzi, że dzieci nie mające takich rzeczy są po prostu (według forumowiczek-snobek) zaniedbane, a mamy i ojcowie, którzy nie mogą/nie chcą im tego dać – wyrodni.
A ja się tylko cicho zastanawiam, kiedy skończy się takie myślenie wśród naszego społeczeństwa. I kiedy ludzie zrozumieją, że w internecie nie jest się do końca anonimowym i nie powinno się wypisywać, co na palce się samo nasunie, a zastanowić się co się pisze i jak to wpłynie na innych.

PS.
Od tygodnia na górze jest anielska cisza, nie licząc kroków, odgłosów kąpieli itp. Sąsiad przestraszył się administracji (a raczej mojej groźby o zwróceniu się o pomoc do w/w ) i skorzystał z mojej rady użycia słuchawek. Czuję się wielka.

Opublikowany w Jaś | Otagowane: , , | Komentarzy: 10 »

Z deszczu pod rynnę…

Opublikował/a fiolka w dniu 8 styczeń 2009

Taaaaa.. a było tu tak spokojnie.. Niestety było..
Mamy nowych sąsiadów uwielbiających głośną muzykę typu techno i nie tylko. W poniedziałek to Królowa Doda obudziła Jasia, wczoraj było Kombii, a dziś O-zone..
Mi to nie przeszkadza. Zresztą była już jedenasta i Mały nie powinien już spać, ale skoro poszedł spać po 1.. Obok mieszkają babcie, które się ledwo na nogach trzymają, no!
Poszłam. Uwagę zwróciłam i usłyszałam, że cisza nocna jest od 22.
Znów poczułam się jak w akademiku…
Ludzie, empatii troszkę!

“Są ludzie i taborety, ale żeby się klamką urodzić!!?”

[Update 09.01.09 at 13:07]
Jaś na szczęście właśnie usnął, ale męczył się 40 minut przy zmiennych i głośnych tonach. Znów byłam na górze, bo uznałam, że do trzech razy sztuka (czyt. za trzecim razem pójdę do łazienki zadzwonić do administracji). Dziś w odpowiedzi usłyszałam, że dziecko nie ma prawa spać, bo on nie spa całą noc przez dziecko… Tylko ciekawe czyje, bo Jaś usnął wczoraj o 23 i spał bite 12 godzin z przystankiem na jedzenie o 6 i nawet nie zakwilił…..
TAK! JESTEM WŚCIEKŁA!

Opublikowany w prozaicznie | Otagowane: , | Komentarzy: 4 »

Poświątecznie

Opublikował/a fiolka w dniu 30 grudzień 2008

Siedzimy sobie z Jasiem w Tomaszowie. Cisza, spokój i zima, przynajmniej w temperaturach. Nawet moglibyśmy wyjść na spacer, choć nie wzięliśmy tym razem wózka, bo temperatury nie za niskie, ale Jaś ma AZS i skórę nadwrażliwą i na zimno i niestety na kremy ochronne nie zawierające wody, czyli przeznaczone na mróz właśnie.

Generalnie to sie martwię tym zapaleniem skóry, które ponoć spowodowane jest skazą białkową, choć mi się widzi inaczej, bo jak karmiłam piersią to mleko piłam i jogurty jadłam i Jaś miał buźkę czyściutka jak aniołek, a teraz znów mu wchodzi. Poprawa po mleku jest na dwa lub trzy tygodnie i tak w kółko Macieju.
Zresztą od stycznia zmieniamy pediatrę. Szóstego idziemy na ostatnie szczepienie w tej przychodni, a potem już do LuxMedu, bo się trafiła sposobność skorzystania z prywatnej służby zdrowia. Oby lepsza była!

Pani doktor, co się nazywa tak jak moja babcia przed ślubem z dziadkiem (ha! Przecież nie będę robiła jej reklamy),to mi się generalnie nie podoba: raz ma czas dla Jasia, raz – nie ma, sama odpowiada sobie na pytania i twierdzi, że mój maluszek jest za mały i za chudy. Po kim ma być wielki? Zresztą wszędzie słyszę, że nie wygląda na 4 miesiące tylko na co najmniej pół roku.

Jaś jest zdobywcą niewieścich i męskich serc. Dziadkowie po prostu mogliby go zjeść (dobrze, że dzieci się długo gotują :) ), a reszta rodziny jest nim wprost oczarowana: bo jaki on śliczny, bo jaki on grzeczniutki i się nie boi, nie wstydzi… Normalnie cud, miód i orzeszki.
Najlepiej to ujął Kuba:

z entuzjazmem
O jejku! Jak on urósł!
powoli, rzeczowo
Co prawda jeszcze go nie widziałam,
znów dziki entuzjazm
ale taki duży chłopak się zrobił!

Na kolacji wigilijnej zrobił furorę wśród cioć i wujków ze strony Karola. Tak, Wigilię spędziliśmy z rodzicami Karola i jego rodziną. Była wyjątkowa. Siedemnaście osób przy jednym stole, pyszne jedzenie, góra prezentów i piękna żywa choinka. I nikt się nie kłócił.

Moja mama była troszkę zła na nas, że wybraliśmy Wigilię z moimi teściami, ale póki będziemy mieszkać w Łodzi to tak już będzie, przynajmniej dopóki Karol będzie pracował tak, jak pracuje, czyli od 8 do 16. Były teksty w stylu “Kiedy TY zmądrzejesz i przyjedziesz Z JASIEM przed w Wigilią??!”.
Taaa… dobrze wam sie zdaje, jesteśmy traktowani jako dwie różne osoby, które nie ma ją zbyt dużo wspólnego ze sobą.. Ale to jest temat na osobną notkę – może się kiedyś odważę, kto wie… Na szczęście mam mądrego tatę.

Pierwszy Dzień Świąt upłynął nam pod znakiem podróży, rodzinnie i spokojnie. Drugi w sumie też, choć było też przyjacielskie spotkanie po latach: czyli zlot 3a. Tak! TEJ trzeciej a. :) Fajnie było zobaczyć choć część z tych kochanych wariatów, których nie widziało się całe pięć lat (z małymi wyjątkami).

Wiecie, że mam cudownego, mądrego i elokwentnego męża, który jest w stanie obronić swoich wartości przed największym ateistą i wariatem rozgadanym jakiego znam? :) Jeśli nie, to już wiecie :P
No normalnie Meriego, aż wcięło. A no i ten tekst, że jeszcze nie całowałam się z prawdziwym mężczyzną naprawdę mi się nie podobał!

Teraz czekam na Sylwestra (i aż Jaś się obudzi, bo śpi już 4 godziny, a mi się przykrzy bez mojego małego Słoneczka), którego spędzimy sami, to znaczy bez Karola, bo on pracuje i dlatego my siedzimy w Tomaszowie. Straszna szkoda. Czekam z wytęsknieniem, aż będę mogła spędzić ten czas z mężem, ale na razie się nie da. Trudno. To będzie pierwszy “bal” Jasia, miejmy nadzieję, że tak samo cudowny, jak Wigilia.

Co tu jeszcze? A tak..
W nadchodzącym roku, życzę Wam Drodzy czytelnicy, zaglądacze i komentatorzy wszystkiego co najlepsze:
zdrowia, szczęścia i innych łask. Niech się Wam darzy.
Do siego roku!

Opublikowany w prozaicznie | Otagowane: , | Komentarzy: 7 »

Wesołych Świąt!

Opublikował/a fiolka w dniu 23 grudzień 2008

Dziś Wigilia świąt Bożego Narodzenia wieczorem zasiądziemy przy suto zastawionych stołach, połamiemy się z bliskimi opłatkiem, a pod choinką znajdziemy mnóstwo prezentów. Taka jest polska tradycja.
Ja Wam, drodzy Czytelnicy, wszystkim i każdemu z osobna życzę, żeby Pan narodził się w Waszych sercach.
kartka

Opublikowany w prozaicznie | Komentarzy: 2 »

Jasio vs. MPK Łódź

Opublikował/a fiolka w dniu 28 listopad 2008

Jaś jak każde niemowlę w tym kraju, według najnowszych zaleceń lekarzy musiał mieć zrobione USG stawów biodrowych. W Łodzi takie badania wykonują trzy przychodnie: w CZMP, na Drewnowskiej (naprzeciwko Manufaktury) i na Sojczyńskiego. Dodzwonienie się do którejś z nich graniczy z cudem. Nadmienię, że telefony, które dostałam od pediatry były złe i musiałam je zweryfikować w internecie. W Matce Polce (którą mamy najbliżej) zapisy były na luty przyszłego roku, a dzwoniłam na początku października, w przychodni na Sojczyńskiego nie podnoszono słuchawki albo ją podniesiono i nie odłożono na miejsce -różnie, a na Drewnowskiej właśnie ktoś zrezygnował. Mieliśmy szczęście.
Dziś w godzinach przedpołudniowych wybraliśmy się na owe badanie. Autobusem i tramwajem. Tak, da się! Nie, nie bałam się zarazków, przecież jak Jasiek ma je złapać to i tak złapie, bo na przykład do domu przyniesie je Karol. Zresztą z wózkiem i innymi manelami (pieluszka tetrowa, 2 butelki puste, butelka z przegotowaną wodą, dwie porcje mieszanki, chusteczki do pupy, puder, pieluszki na zmianę, śliniaczek, krem ochronny itp.) wygodniej nam było niż taksówką. Pomijam już wagę fotelika samochodowego z małym w środku (tak z 10-15 kg), która jest w sumie zbliżona do wagi wózka, a ten drugi ma przecież kółka.
Dobrze, że większość łódzkich autobusów, choć nie wszystkie, to autobusy niskopodłogowe. Szkoda tylko, że większość przystanków i/lub kierowców jest nie przystosowana. Wsiadanie z wózkiem do autobusu (cały czas mam na myśli a. niskopodłogowe – przyp. red.) jest dziecinnie proste, ale wysiadanie.. hmmm.. nie zawsze. Może było by łatwiej gdyby wszystkie przystanki miały wysoki krawężnik albo kiedy kierowca parkowałby przy tym krawężniku, choćby tylko dlatego, że wiezie małego pasażera, ale niektórym – tu cytat dosłowny – sie nie chce. Cóż….
Osobnym rozdziałem są tramwaje. Spójrzmy prawdzie w oczy: nie ma co marzyć żeby wdrapać się samemu z wózkiem do zwykłego tramwaju, na życzliwość współpasażerów nie ma co liczyć, bo na ogół chcą pomóc starsze panie, które same posiadają wnuki, choć i przypadki sympatycznych młodych mężczyzn też się zdarzają, szczególnie jak się studiuje z nimi na jednym wydziale. Nasza podróż odbyła się, więc ŁTR-em, czyli linią 11 obsługiwaną przez nowe wagony Cityruner i PESA.
Jeśli chodzi o PESę, to nie można się do niczego doczepić. Wagony całkowicie przystosowane do przewozu dzieci w wózkach. Są wyznaczone miejsca, można dziecko przypiąć. Extra. O Cityrunerach już tego powiedzieć nie można. Miejsca dla wózka nie ma, są co prawda miejsca dla wózków inwalidzkich, ale są o wiele mniejsze i troszkę głupio się robi, ale jak trzeba…
Osobnym rozdziałem są inni pasażerowie i kontrolerzy. Ci drudzy, a przynajmniej dwa osobniki, które dziś spotkaliśmy, podeszły do nas bardzo przyjaźnie uśmiechając się i nawet nie prosząc o bilet (muszę przewertować stronę MPKa, bo może nie doczytaliśmy i opiekun dziecka w wózku też nie musi kasować biletu? Chociaż bardzo w to wątpię).
Pasażerowie są oczywiście różni: pionowi i podłużni :). Jedni są wyrozumiali, chcą pomóc za wszelką cenę, a inni komentują dość niewybrednie to i owo. Trudno. Postanowiłam się nie denerwować z powodu takich i robić swoje, czyli pilnować, żeby Jaś był bezpieczny.
Co do komfortu jazdy to Jaś nie narzekał raczej, bo jak każde dziecko lubi jak buja i trzęsie. W sumie to przespałby całą drogę, gdyby nie fakt iż bardzo zgłodniał.
Swoją drogą przyrządzanie mieszanki mlecznej i karmienie na przystanku autobusowym przy placu Niepodległości to ciekawe doświadczenie :).

Opublikowany w Jaś | 1 Komentarz »